To miała być kolejna interwencja w związku z obawą o życie i zdrowie mieszkańca jednego z bloków przy ulicy Witosa w Ostrołęce. Na miejsce skierowano straż pożarną, zespół ratownictwa medycznego oraz patrol policji. Wszystko wskazywało na to, że konieczne może być siłowe wejście do mieszkania.
Powód zgłoszenia wydawał się poważny. Z jednym z mieszkańców od dłuższego czasu nie było żadnego kontaktu, dlatego ktoś postanowił nie ryzykować i zadzwonił pod numer alarmowy 112. Lepiej przecież dmuchać na zimne niż później żałować.
Sytuacja nabrała jednak zupełnie nieoczekiwanego obrotu jeszcze przed rozpoczęciem jakichkolwiek działań. W trakcie rozpoznania policjanci szybko ustalili, że poszukiwany mężczyzna rzeczywiście nie odbiera telefonu i nie otwiera drzwi... ale z bardzo prozaicznego powodu.
Okazało się bowiem, że w chwili prowadzenia interwencji przebywał w policyjnym areszcie. Można więc powiedzieć, że był pod opieką służb – tyle że zupełnie innych, niż początkowo zakładano.
W tej sytuacji strażacy nie musieli otwierać mieszkania, ratownicy medyczni nie mieli komu udzielać pomocy, a cała akcja zakończyła się szybciej, niż zdążyła się na dobre rozpocząć.
W związku z zaistniałą sytuacją nie podejmowano żadnych czynności, a całe zdarzenie zostało zakwalifikowane jako alarm fałszywy.
– informuje mł. bryg. Adrian Stupski.
Do zdarzenia doszło w czwartek, 25 czerwca, przed południem w jednym z bloków przy ulicy Witosa w Ostrołęce.
Choć finał tej historii może wywołać uśmiech, warto pamiętać, że zgłoszenia dotyczące braku kontaktu z bliskimi zawsze są traktowane bardzo poważnie. W wielu przypadkach dzięki czujności sąsiadów i rodziny służby rzeczywiście docierają na czas do osób potrzebujących pomocy. Tym razem zakończyło się jedynie nietypową puentą i krótką wymianą informacji między funkcjonariuszami.


zdjęcie ilustracyjne, fot. eOstroleka.pl
1
8