eOstroleka.pl
Polska,

Bezrobocie w Polsce będzie ciągle spadać?

REKLAMA
zdjecie 8733
zdjecie 8733
fot. eOstroleka.plfot. eOstroleka.pl
REKLAMA
zdjecie 8733

Jak wynika z prognoz NBP, pod koniec roku bezrobocie w Polsce ma być nie większe niż 5,3 procent. Co więcej, na koniec 2018 roku wartość ta ma spaść do 4,9 proc. by w grudniu 2019 roku osiągnąć wartość 4,6 procent.

Wraz z tak niskim bezrobociem, NBP zakłada, że inflacja pozostanie na poziomie poniżej 2,5 procent, co tym dodatkowo poprawia pozycję pracowników na rynku, wzmacniając trend na wzrost płac.

- Z perspektywy pracowników, są to świetne wiadomości. Będzie dużo pracy, a wartość zarabianych pieniędzy nie będzie spadać. Optymizm ten został odnotowany również w wyliczeniach NBP – komentuje Agnieszka Skuza, Sales Director w Adecco Poland. - Jednak w długim terminie taka sytuacja może stać się coraz większym wyzwaniem dla przedsiębiorców i całej gospodarce może odbić się czkawką.

Wielka dziura w rynku pracy

Według informacji GUS, w Polsce brakuje chętnych na 120 tysięcy etatów. Pracodawcy nie mogą znaleźć pracowników o odpowiednich kwalifikacjach.

- Rynek pracy rządzi się dokładnie takimi samymi prawami jak rynek towarów czy surowców. Jeśli popyt przewyższa podaż, cena rośnie. W tym przypadku towarem są umiejętności pracownika, które chcą kupić pracodawcy – tłumaczy Agnieszka Skuza. - W takiej sytuacji nie ma nic dziwnego w presji na wzrost wynagrodzeń.

Dane Eurostatu wskazują, że w 2016 roku Polska była siódma w całej Unii Europejskiej pod względem szybkości wzrostu kosztów pracy (4,5 proc. rocznie). Najdynamiczniejsze w tym zestawieniu były Rumunia i Bułgaria. Przed Polską były jeszcze Litwa, Łotwa, Estonia oraz Węgry.

- Niskie bezrobocie jest dla Polski jednym z najważniejszych wyzwań w ostatnich latach. Brak pracowników powoduje, że musimy przestawić się z konkurowania kosztami pracy na realną innowacyjność – wskazuje Agnieszka Skuza. - Jeśli to się uda, Polska dołączy do gospodarek rozwiniętych i nie wpadnie w pułapkę średniego dochodu, jak to miało miejsce choćby w Hiszpanii, pogrążonej w tej chwili w głębokim kryzysie.

Musimy także brać pod uwagę fakt, że inwestorzy, którzy rozważają Polskę jako miejsce ich ekspansji, bardzo dokładnie analizują poziom bezrobocia i szansę realnego znalezienia kadry – pracowników chętnych do podjęcia pracy) – to jeden z kluczowych czynników stanowiących o inwestycyjnej atrakcyjności danego regionu.

Bez armii młodych

Długofalowe prognozy demograficzne nie są dla Polski korzystne. Według opracowanej przez GUS prognozy demograficznej na 2050 rok, Polaków ma być od 32,1 mln (prognoza zakładająca niewielką dzietność) do 36,3 mln (prognoza zakładająca bardzo wysoką dzietność). Dane Banku Światowego wskazują, że w tej chwili obywateli Polski jest 37,9 mln.

- Kurcząca się populacja oznacza, że na rynku będzie jeszcze mniej chętnych do pracy. Co ciekawe, prognozy GUS zakładają przede wszystkim wyludnianie się miast.  – wskazuje Agnieszka Skuza. - W tak długiej perspektywie zmniejszanie się populacji stanowi równię pochyłą. Rodzi się mniej kobiet, które z kolei rodzą mniej kolejnych kobiet. Zachętą do posiadania dzieci powinny być jednak przesłanki, dające potencjalnym rodzicom możliwości godzenia pracy zawodowej z wychowywaniem dzieci, a nie tylko ekonomiczne wsparcie. Musimy zadbać o to, aby społeczeństwo polskie miało w sobie ducha przedsiębiorczości i było zainteresowane pracą zawodową i rozwojem. Nie chcemy być przecież krajem taniej siły roboczej, którą łatwo zastąpić jeszcze tańszym źródłem lub poprzez automatyzację.

Automatyzacja i kryzys

Tak niski poziom bezrobocia powoduje, że polski rynek, aby utrzymać konkurencyjność i rozwój, będzie musiał być zasilany imigrantami. Jednak rynek funkcjonuje jako całość i wszystkie procesy na siebie wzajemnie oddziałują.

- Myślenie, że imigranci nie wiedzą, co u nas się dzieje, jest naiwnością. Już w tej chwili pracownicy z Ukrainy podwyższyli swoje oczekiwania finansowe nawet o 30 procent w stosunku do ostatnich miesięcy - wskazuje Agnieszka Skuza. - W gruncie rzeczy, sam pomysł, że całą dziurę pracowniczą w rynku pracy uda się zasypać imigrantami jest niedorzeczny w dłuższej perspektywie czasowej. Nie można traktować krajów ościennych jako nieskończonego rezerwuaru tanich pracowników. Dlatego w tej chwili wszystko zależy od pracodawców.

Zdaniem ekspertki, Polska poprzez wyniki, jakie osiągnęła, wykonała historyczny skok, jednak paliwo rozwoju gospodarczego, czyli tania praca, powoli zaczęło się kończyć. Jeśli uda się na fali koniunktury przestawić polską ekonomię na bardziej innowacyjne tory, w dłuższej perspektywie pracownicy nie są zagrożeni. Jeśli się to jednak nie uda, bezrobocie wzrośnie, gdyż Polska stanie się zbyt droga jak na kraj-montownię, ale wciąż bez perspektyw na budowę dobrobytu własnymi siłami.

- Pytanie, czym się ten skok zakończy. Jeśli uda nam się przestawić gospodarkę z odtwórstwa na innowacje oraz konkurowanie jakością a nie ceną, będzie to skok w chmury. Jeśli nie, to będzie to skok w przepaść – podsumowuje Agnieszka Skuza.

Źródło:  Adecco Poland

Wasze opinie

STOP HEJT. Twoje zdanie jest ważne, ale nie może ranić innych.
Zastanów się, zanim dodasz komentarz
Brak możliwości komentowania artykułu po trzech dniach od daty publikacji.
Komentarze po 7 dniach są czyszczone.
Kalendarz imprez
maj 2024
PnWtŚrCzPtSoNd
 29  30 dk1 dk2 dk3 dk4 dk5
dk6 dk7 dk8 dk9 dk10 dk11 dk12
dk13 dk14 dk15 dk16 dk17 dk18 dk19
dk20 dk21 dk22 dk23 dk24 dk25 dk26
dk27 dk28 dk29 dk30 dk31  1  2
×