eOstroleka.pl
Powiat ostrołecki,

Czekał na pogrzeb wiele miesięcy. Historia człowieka i samotności. Nawet po śmierci

REKLAMA
zdjecie 5361
REKLAMA
Posłuchaj

Wyjechał z regionu ostrołęckiego do Szwecji, szukając lepszego życia. Tam zmarł. Przez wiele miesięcy jego ciało leżało w chłodni. Dopiero po długim czasie sprowadzono je do Polski, skremowano i pochowano. Historia pana Tomasza każe zadać trudne pytanie: gdzie kończy się samotność człowieka i czy naprawdę musi trwać także po śmierci?

Ta historia wydarzyła się naprawdę i to dość niedawno. 

Pan Tomasz (imię zmienione - red.) nie był starcem, o którym świat zdążył zapomnieć. Był w sile wieku. Jak wielu mieszkańców naszego regionu, spakował kiedyś walizkę i wyjechał za granicę. Szwecja miała być szansą: na pracę, na pieniądze, może na nowy początek. Takich historii w powiecie ostrołęckim są setki. Niemal każda rodzina zna kogoś, kto „jest za granicą”, kto jedynie dzwoni albo przysyła zdjęcia w mediach społecznościowych.

Pan Tomasz zmarł w Szwecji jeszcze w ubiegłym roku. A potem zaczęło się... oczekiwanie.

Miesiące w chłodni

Gdy umiera człowiek, zwykle ktoś dzwoni. Ktoś płacze, ktoś załatwia formalności, ktoś wybiera garnitur, ktoś pyta księdza o termin. Śmierć, choć zawsze boli, uruchamia wokół zmarłego krąg ludzi, którzy chcą go godnie pożegnać.

W przypadku pana Tomasza tego kręgu zabrakło. Jego ciało trafiło do chłodni i tam pozostało. Tygodnie zamieniały się w miesiące. Trudno o bardziej przejmujący obraz samotności niż ten: człowiek, który umarł, a jego ciało czeka w obcym kraju na kogoś, kto powie: „To mój brat, mój kuzyn, mój znajomy. Zabieram go do domu”.

Dopiero po wielu miesiącach ciało sprowadzono do Polski. Pogrzebem zajęła się dalsza rodzina. I choć przyszło to późno, to właśnie oni sprawili, że historia pana Tomasza nie skończyła się tam, gdzie skończyło się jego życie.

Samotność, której nie widać

Samotność rzadko pojawia się nagle. Zwykle narasta powoli, niemal niezauważalnie. Najpierw rzadsze telefony. Potem życzenia wysyłane SMS-em zamiast rozmowy. W końcu cisza, której nikt nie przerywa, bo każdy zakłada, że ktoś inny ma kontakt. Że „on sobie radzi”. Że „na pewno ma tam swoje życie”.

Emigracja potrafi rozluźniać więzi, które w domu wydawały się nierozerwalne. Kilometry, praca na zmiany, inny język, codzienne zmęczenie. Człowiek, który wyjechał, często nie chce martwić bliskich swoimi kłopotami. Ci, którzy zostali, nie chcą się narzucać. I tak, krok po kroku, ktoś staje się nieobecny, zanim naprawdę odejdzie.

Nie wiemy, jak wyglądały ostatnie lata pana Tomasza. Nie wiemy, czy był samotny z wyboru, z konieczności, czy przez splot okoliczności, na które nikt nie miał wpływu. I nie nam go oceniać. Wiemy tylko, że gdy umarł, przez długi czas nikt nie przyszedł.

Godność, która należy się każdemu

W kulturze, w której wyrośliśmy, pogrzeb to coś znacznie więcej niż formalność. Na Kurpiach i w całym regionie ostrołęckim pożegnanie zmarłego zawsze było sprawą wspólnoty. Czuwania przy trumnie, różaniec, kondukt, wieńce. „Umarłych pogrzebać” to jeden z uczynków, który od pokoleń był czymś oczywistym, nie tylko dla ludzi wierzących.

Ta tradycja mówi coś ważnego: nawet jeśli człowiek w życiu był sam, w śmierci nie powinien być zostawiony. Godny pochówek jest ostatnim, co możemy dla kogoś zrobić. Ostatnim dowodem, że jego życie miało znaczenie. Że był czyimś synem, bratem, sąsiadem, kolegą z pracy.

Dlatego historia pana Tomasza tak bardzo porusza. Bo pokazuje, że godność po śmierci nie jest dana raz na zawsze. Ktoś musi się o nią upomnieć.

Czy to mogło się zdarzyć tylko jemu?

Chciałoby się wierzyć, że to wyjątek. Niestety, podobne historie wracają co jakiś czas w mediach, zarówno z kraju, jak i z zagranicy. Ludzie umierający samotnie w mieszkaniach, odnajdywani po tygodniach. Zmarli, których nikt nie odbiera z prosektorium. Pogrzeby organizowane przez gminy, na których nie ma nikogo poza pracownikiem zakładu pogrzebowego i księdzem.

Za każdą z tych historii stoi ktoś, kto kiedyś był dzieckiem, miał marzenia, może zakochał się, może komuś pomógł. Samotna śmierć nie odbiera człowiekowi przeszłości. Ale sprawia, że nikt już nie opowiada jego historii.

Historia pana Tomasza jest raczej lustrem, w którym każdy z nas może się przejrzeć.

Kiedy ostatnio dzwoniliśmy do kuzyna, który wyjechał lata temu? Czy wiemy, jak żyje kolega z dawnej pracy, który „gdzieś tam jest w Niemczech albo w Holandii”? Czy nasz sąsiad, starszy pan, ma kogoś, kto zauważy, że przestał wychodzić na spacer?

Nie trzeba wielkich gestów. Czasem wystarczy jedna rozmowa, jedna wiadomość, jedno „co u ciebie?”, na które naprawdę czekamy odpowiedzi. Takie drobiazgi budują nić, która może okazać się ostatnią więzią łączącą kogoś ze światem.

Pożegnanie, choć spóźnione

Pan Tomasz spoczął w końcu w polskiej ziemi, blisko miejsc, z których kiedyś wyruszył. Zadbali o to krewni, którzy nie musieli, ale zdecydowali, że nie zostawią go samego. To oni zamknęli tę historię w sposób, na jaki zasługiwał każdy człowiek: modlitwą, pożegnaniem, miejscem, do którego można przyjść.

Jego historia zostawia jednak pytanie, które nie daje spokoju. Samotność potrafi być okrutna za życia. Ale nie musi trwać po śmierci. To, czy ktoś odejdzie w zapomnieniu, zależy nie tylko od niego samego. Zależy także od nas.

Wasze opinie

STOP HEJT. Twoje zdanie jest ważne, ale nie może ranić innych.
Zastanów się, zanim dodasz komentarz

Brak Waszych opinii do tego artykułu, bądź pierwszy.

zdjecie 5361
Kalendarz imprez
wrzesień 2026
PnWtŚrCzPtSoNd
 31 dk1 dk2 dk3 dk4 dk5 dk6
dk7 dk8 dk9 dk10 dk11 dk12 dk13
dk14 dk15 dk16 dk17 dk18 dk19 dk20
 21 dk22 dk23 dk24  25 dk26 dk27
 28 dk29 dk30  1  2  3  4
×