Roczny Gabryś urodził się z ciężką wadą serca, a po jednym z zabiegów przeszedł rozległy udar mózgu. Żeby lekarze mogli przeprowadzić kolejną, niezbędną operację serca, chłopiec musi najpierw odzyskać sprawność nóżek. Rodzice mają na to najwyżej rok i proszą o pomoc w sfinansowaniu intensywnej rehabilitacji.
Mama Gabrysia wspomina, że usłyszenie po raz pierwszy bicia serca dziecka było jednym z najpiękniejszych momentów w jej życiu. – Czułam, jakby biły jednym rytmem. Nie wiedziałam, że niedługo nasza radość zamieni się w rozpacz – pisze.
Okazało się, że serduszko chłopca jest poważnie chore. Gabryś ma zespół niedorozwoju lewego serca (HLHS), całkowity nieprawidłowy spływ żół płucnych oraz niedoczynność tarczycy. Zaraz po urodzeniu trafił na oddział intensywnej terapii, a w siódmej dobie życia przeszedł pierwszą operację.
Sepsa, udar i lot helikopterem
Po operacji pojawiły się komplikacje. Nerki przestały pracować, a gdy udało się opanować sytuację, przyszła sepsa. Pierwsze cztery miesiące życia Gabryś spędził w szpitalu. Przed planowanym wypisem przeszedł jeszcze cewnikowanie serca. Dzień później doznał rozległego, obustronnego udaru niedokrwiennego mózgu.
Chłopiec kilka razy otarł się o śmierć. Po drugiej operacji serca, podczas jednej z kontroli, nagle dostał wysokiej gorączki i biegunki. Do szpitala przetransportował go śmigłowiec. – Gdyby nie szybka reakcja, skończyłoby się tragedią – piszą rodzice.
Wyścig z czasem
Teraz Gabrysia czeka kolejna operacja, podczas której lekarze podłączą główną żyłę dolną do płuc. Warunek jest jeden: chłopiec musi mieć na tyle sprawne nóżki, by móc ich używać. Tymczasem przez mózgowe porażenie dziecięce, będące następstwem udaru, Gabryś nie potrafi nawet usiąść.
Roczny chłopiec rozwija się jak półroczne dziecko. Nie chodzi, nie siada, dopiero zaczyna przewracać się na brzuszek. Do niedawna był karmiony przez sondę, a jego rączki też nie są w pełni sprawne.
– Mamy maksymalnie rok, by rehabilitacją i terapią wypracować u Gabrysia większą sprawność. Inaczej nie dojdzie do operacji i jego serduszko po prostu nie wytrzyma – piszą rodzice.
Nadzieja w Warszawie
Rodzina ćwiczy z Gabrysiem codziennie i dojeżdża na zajęcia, ale to wciąż za mało. Rodzice znaleźli w Warszawie ośrodek, w którym pracuje lekarz specjalizujący się w udarach u dzieci. Koszty terapii są jednak ogromne i rodzina nie poradzi sobie z nimi sama.
– Nasze serca krwawią, a serduszko naszego synka walczy o każde uderzenie. Czas ucieka, nasz strach tylko rośnie, ale nie zamierzamy się poddawać. Wierzymy, że z Waszym wsparciem nam się uda – apelują.



fot. siepomaga.pl




![Wielkie zmiany przy Sienkiewicza. Przełomowy moment już nastąpił [WIDEO]](./luba//dane/pliki/zdjecia/2026/m/collage_82.jpg)


2
3
14