eOstroleka.pl
Ostrołęka,

Komisja Oświaty, a na niej... starcie szefa ZNP z prezydentem. "Czegoś innego oczekiwaliśmy"

REKLAMA
zdjecie 9637
REKLAMA
zdjecie 9637

Ożywioną dyskusję o ostrołęckiej edukacji przeprowadzono na ostatnim posiedzeniu Komisji Oświaty. W Urzędzie Miasta pojawili się zaniepokojeni nauczyciele oraz szef powiatowych struktur Związku Nauczycielstwa Polskiego Robert Chorowicz. Ten ostatni niespodziewanie starł się ze swoim dobrym znajomym - prezydentem Łukaszem Kulikiem. "Czegoś innego oczekiwaliśmy" - przyznał.

O sytuacji, jaka obecnie ma miejsce w ostrołęckiej oświacie, pisaliśmy już w naszym serwisie. Nauczyciele obawiają się, że zredukowane zostaną etaty. Ich zaniepokojenie podzielają także związki zawodowe, które wystosowały pismo do prezydenta Ostrołęki w tej sprawie.

- W związku z presją wywieraną przez dyrektora Wydziału Oświaty UM Ostrołęki p. Annę Gocłowską na dyrektorów ostrołęckich jednostek oświatowych w celu zmian w projektach organizacyjnych powodujących znaczne ograniczenia zatrudnienia i pogorszenie bezpieczeństwa dzieci i młodzieży, wyrażamy swój zdecydowany sprzeciw - czytaliśmy w piśmie podpisanym przez Aleksandra Zawalicha z NSZZ Solidarność i Roberta Chorowicza ze Związku Nauczycielstwa Polskiego. Dalej napisano m.in., że "narzucone przez Urząd Miasta zmiany w arkuszach znacznie pogarszają warunki pracy nauczycieli i godzą w dobro ucznia".

O tej sprawie ożywioną dyskusję przeprowadzono również na ostatnim posiedzeniu Komisji Oświaty - 29 maja br.

My chcemy wiedzieć, czy będziemy pracować

Te obrady Komisji Oświaty były wyjątkowe. Byli bowiem niezapowiedziani goście.

- My mamy taką wiadomość, że jako nauczyciele przedszkola mamy obcięte około 27 godzin. To jest jeden etat i troszeczkę. To osoby, które są w tej chwili na urlopach macierzyńskich, a na ich miejsce zatrudnione są osoby na czas określony. W grudniu wraca jedna koleżanka, w lutym następna koleżanka, nie mają pełnych wymiarów godzin. Taka dotarła do nas informacja - mówiła jedna z nauczycielek, obecna podczas posiedzenia komisji.

- A kto decyduje o zatrudnieniu i poziomie etatów w placówce? Prezydent czy dyrektor? Dyrektor. A na kogo najłatwiej zrzucić, że będą redukcje? Na prezydenta - odpowiedział prezydent Łukasz Kulik.

- My chcemy uzyskać informację czy wszyscy będziemy pracować. Każdy z nas ma swoje rodziny na utrzymaniu - podkreśliła nauczycielka. - Przychodzimy z tym, jakie mamy informacje, jako nauczyciele. Było do tej pory 87 godzin nauczycieli specjalistów, a obecnie będzie tylko 50, więc 37 godzin mniej wsparcia dla dzieci niepełnosprawnych. Nie mamy w etacie pani pielęgniarki, nie wiemy czy to jest jakaś pomyłka. Pomoce są zmniejszone do pół etatu i woźna jest także na pół etatu - wymieniała.

Wątpliwości nauczycieli przybyłych na komisję starała się wyjaśnić Anna Gocłowska, dyrektor Wydziału Oświaty Urzędu Miasta Ostrołęki.

- Jeżeli były etaty przeszacowane, to znajdą się sytuacje, w której będą ograniczenia. Nawet jak rozmawiam z dyrektorami, to doradzam, że jest to trudna sytuacja i musimy to przeczekać, a jednocześnie działać zgodnie z prawem, to może rozważą ograniczenia etatów trzem osobom, zamiast jednego zwolnić, a dwóch by miało. To mogą być różne rozwiązania, dyrektor musi podjąć decyzję - powiedziała.

"Czego innego oczekiwaliśmy. My - członkowie Ostrołęki dla Wszystkich"

Do całej sprawy odniósł się Łukasz Kulik.

- Nagle powstało zamieszanie: "będą redukcje w oświacie, będą zwolnienia w oświacie! Prezydent zlikwidował 117 etatów". Gdzie, tak jak państwo wiedzą, ja te arkusze dopiero wczoraj czy przedwczoraj widziałem. Mogę się domyślać, czyja to jest gra. Jest tu mój serdeczny kolega Robert Chorowicz. Podpadł mi troszeczkę tym pismem z czwartku, było alarmujące, ale rozumiem, bo w sobotę były wybory w ZNP - powiedział prezydent, "wbijając szpileczkę" koledze z komitetu wyborczego (Chorowicz startował do rady miasta z ramienia Ostrołęki dla Wszystkich - przyp. red.).

- Bardzo się pan prezydent myli - wtrącił się sam Chorowicz.

- Nie mogliśmy dojść do porozumienia z dwoma przedszkolami i jedną szkołą podstawową.Na taką liczbę placówek, to nie wiem czy to duża skala. Ubolewam nad tym, że ta dyskusja rozpoczęła się w mediach, jakimiś nieformalnymi informacjami, a nie zaczęła się od merytorycznej dyskusji - kontynuował Łukasz Kulik.

W końcu głos zabrać mógł szef Związku Nauczycielstwa Polskiego w naszym regionie. Robert Chorowicz bardzo chłodno wyraził się o działaniach prezydenta miasta.

- Rozmowa dzisiejsza jest spóźniona bardzo dużo. Do 18 kwietnia związki zawodowe miały obowiązek te arkusze zaopiniować i ja swoje zdanie opieram na tym, co leży u mnie w biurze. Ja opiniuję ponad setkę arkuszy, razem z zespołami, które mi pomagają, również ze szkół niepublicznych. Każdy arkusz staramy się obejrzeć w obecności dyrektora. Dyrektor mówi, jakie są perspektywy zatrudnienia, jakie są zagrożenia, jakie są jego życzenia. Minęło 4 tygodnie i raptem od niedzieli wieczorem rozpoczynają się telefony rodziców, nauczycieli, dyrektorów. Dlatego też we wtorek u prezydenta się pokazałem, powiedziałem, że to zbyt głębokie sięganie. Etaty są zredukowane, taka jest prawda. Te godziny da się policzyć, wszystko będzie można przedstawić na podstawie tych projektów, które otrzymaliśmy w kwietniu i taka jest bezwzględna prawda. Stanowczo sprzeciwiam się zdaniu pana prezydenta, że czynności te robię z okazji konferencji sprawozdawczo-wyborczej naszej organizacji. Takie czynności robię wobec każdego burmistrza, wójta, prezydenta, obojętnie jakiej maści partyjnej jest i czy to jest mój kolega z tego samego komitetu wyborczego. Panie prezydencie, czegoś innego oczekiwaliśmy my, członkowie Ostrołęki dla Wszystkich, a co innego otrzymujemy - powiedział.

W odpowiedzi usłyszał o "manierach", jakie miały panować w ostrołęckiej oświacie przez ostatnich 12 lat. Przywołał tu nawet Mirosława Rosaka - byłego dyrektora Wydziału Oświaty.

- Ja tylko żałuję, że tylko te oświadczenie, które podpisaliście po tym okresie strajkowym, trafiło najpierw do mediów, a później do nas. W całej sytuacji zapomniano o takiej manierze, która u nas przez ostatnie dwanaście lat była w zakresie zatrudnienia w szkołach. Była taka maniera, że poprzedni dyrektor wydziału oświaty dzwonił do dyrektora konkretnej placówki, zanosił CV i mówił: "stwórz etat". Takich sytuacji nie będę tolerował i dziś staramy się racjonalnie do tego podejść - stwierdził Kulik.

Dyskusja przybierała na sile, a Robert Chorowicz wcale nie zamierzał odpuszczać. Konsekwentnie przedstawiał swoje stanowisko o tym, co według niego poszło nie tak, jak powinno.

- ZNP, czyli ja z zespołami, które opiniowały arkusze, poradziły sobie z setką arkuszy. Wy nie mogliście w cztery tygodnie poradzić sobie z arkuszami. Taki jest mój komentarz, wszystko jest opóźnione. Ta nasza dyskusja byłaby nie potrzebna, gdyby arkusze, które były składane do nas w kwietniu, były arkuszami omówionymi z organem prowadzącym. A teraz jesteśmy w bardzo trudnej sytuacji pracowniczej. Mianowicie, ja mam obowiązek w ciągu pięciu dni odpowiedzieć na konsultacje dyrektora. I tak naprawdę to prawidłowo zwolnionych będzie troje ludzi. Pozostali będą zwolnieni z naruszeniem prawa - stwierdził.

- To jest kwestia dyrektora - wtrącił się prezydent.

- Panie prezydencie, nie zwalajmy wszystkiego na dyrektora i prezesa oddziału ZNP w Ostrołęce. Nie jestem winien temu, że jest sytuacja przeludnienia 12-letniego i nie jestem winien sytuacji takiej, że dyrektorzy sobie z tym nie radzili czy nie chcieli radzić i nie jestem też winien temu, że obecnie jest problem taki, że niektóre etaty, godziny należy - krótko mówiąc - zredukować. Prawda jest taka, że tych godzin jest dużo. Pismo, które podpisaliśmy z Aleksandrem Zawalichem, dotarło do urzędu, tyle czasu, co trzeba przejść z sąsiedniego budynku na Placu Bema do biura podawczego. Nieprawdą jest, że wcześniej wysłaliśmy je do mediów. To kłamstwo wierutne i na krótkich nogach, bo to wszystko można sprawdzić - odpowiedział Robert Chorowicz.

"Chcemy pracować na pełnych etatach"

Nauczycielki, przysłuchujące się tej dyskusji, zabrały głos na sam koniec. Puściły emocje, pojawiły się nawet łzy.

- Jest mi bardzo przykro, bo staliśmy się kozłami ofiarnymi. Nie wiemy, o co już w tym wszystkim chodzi, poczekamy, co nam przyniesie los. Będziemy walczyć o to, bo naprawdę mamy rodziny do utrzymania (...) Panie prezydencie, my chcemy pracować na pełnych etatach - mówiła jedna z nauczycielek, przysłuchująca się dyskusji.

- Ja mam tego świadomość - odpowiedział prezydent Łukasz Kulik.

- Nie mamy całych etatów. Tak nam pokazała dyrekcja dzisiaj, że nie mamy całych etatów - odpowiedziała nauczycielka. - My już przeszłyśmy dwa razy likwidację tej placówki. Jak teraz mamy niepełne etaty, to nie dziwcie się państwo, że szukamy tutaj dla siebie właśnie czegoś - dodała, płacząc.

Wasze opinie

STOP HEJT. Twoje zdanie jest ważne, ale nie może ranić innych.
Zastanów się, zanim dodasz komentarz
Brak możliwości komentowania artykułu po trzech dniach od daty publikacji.
Komentarze po 7 dniach są czyszczone.
Kalendarz imprez
lipiec 2024
PnWtŚrCzPtSoNd
dk1 dk2 dk3 dk4 dk5 dk6 dk7
 8 dk9 dk10 dk11 dk12 dk13 dk14
dk15 dk16 dk17 dk18  19 dk20  21
 22  23  24  25  26  27 dk28
 29  30  31  1  2  3  4
×