Sąd wydał nieprawomocny wyrok w głośnej sprawie mężczyzny oskarżonego o serię aktów wandalizmu w Ostrołęce, a do tego wielokrotne łamanie sądowego zakazu prowadzenia pojazdów oraz kradzieże paliwa na stacjach benzynowych. Mężczyzna ma trafić za kratki na dwa lata, dostał osiem lat zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych oraz kilka kar grzywny, które sąd połączył w jedną karę łączną. Musi też zapłacić kilkadziesiąt tysięcy złotych odszkodowań i nawiązek. Od wyroku wpłynęła już apelacja - sprawą zajmie się Sąd Okręgowy Warszawa-Praga w Warszawie. Dotarliśmy do nieznanych dotąd szczegółów sprawy.
Co ciekawe, sprawą – mimo że dotyczyła zdarzeń w Ostrołęce – zajął się Sąd Rejonowy w Legionowie, co tłumaczy się tym, że jednym z pokrzywdzonych instytucjonalnie był Sąd Okręgowy w Ostrołęce, którego elewację i wejście główne oskarżony również zdewastował.
Na ławie oskarżonych zasiadł 40-letni, bezdzietny kawaler bez stałego źródła dochodu, w chwili wydawania wyroku poszukujący pracy. Mężczyzna był już wcześniej raz karany – za niestosowanie się do sądowego zakazu – a wcześniej dopuszczał się też wykroczeń drogowych. Biegli psychiatrzy i psycholog, którzy badali oskarżonego, rozpoznali u niego uzależnienie mieszane, nie stwierdzili jednak żadnych zaburzeń, które ograniczałyby jego zdolność rozpoznania znaczenia czynów lub kierowania swoim postępowaniem. Uznano go w pełni poczytalnym w chwili popełniania wszystkich zarzucanych mu czynów.
Dziesięć razy złamał zakaz prowadzenia pojazdów
Najstarszy wątek sprawy dotyczy uporczywego łamania środka karnego orzeczonego wcześniej przez Sąd Rejonowy w Suwałkach. W lipcu 2024 roku sąd ten wydał wyrok nakazowy.
Mimo to, jak ustalił sąd, między 28 stycznia a 10 sierpnia 2025 roku oskarżony aż dziesięciokrotnie siadał za kierownicą samochodu i poruszał się po drogach publicznych - często we wczesnych godzinach porannych.
- Nie stosował się do zakazu prowadzenia pojazdów mechanicznych w ruchu lądowym posiadającego pedał sprzęgła oraz manualną skrzynię biegów orzeczonego przez Sąd Rejonowy w Suwałkach - ustalił sąd.
Z jego własnych wyjaśnień wynika, że doskonale zdawał sobie sprawę z obowiązującego zakazu, a decyzję o jego łamaniu podjął z osobistych, deklarowanych pobudek - jak ujął to sam oskarżony, chodziło o "chęć sprawdzenia wymiaru sprawiedliwości".
Sąd nie miał wątpliwości, że działanie było w pełni świadome i umyślne. Jak podkreślono, przestępstwo z art. 244 Kodeksu karnego (niestosowanie się do orzeczonych środków karnych - red.) chroni przede wszystkim powagę wymiaru sprawiedliwości i porządek prawny, a dopiero w drugiej kolejności bezpieczeństwo w ruchu drogowym - dlatego stopień społecznej szkodliwości tych czynów oceniono jako znaczny.
Za ten ciąg dziesięciu przestępstw sąd wymierzył karę 2 lat pozbawienia wolności oraz obligatoryjny środek karny w postaci zakazu prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych na okres 8 lat. Do tego doszło świadczenie pieniężne w wysokości 15 tysięcy złotych na rzecz Funduszu Pomocy Pokrzywdzonym oraz Pomocy Postpenitencjarnej.
Czarna substancja na wejściu do sądu
Jeden z epizodów sprawy rozegrał się 9 lipca 2025 roku, gdy oskarżony naniósł czarną substancję na elementy głównego wejścia do budynku Sądu Okręgowego w Ostrołęce – ściany frontowe, schody i sufity. Straty wyceniono na ponad 30,5 tysiąca złotych. To właśnie ten czyn, wymierzony w sam wymiar sprawiedliwości, uznano za szczególnie wymowny w kontekście motywacji sprawcy.
Miesiąc później, 30 sierpnia 2025 roku, mężczyzna dokonał dwóch kolejnych aktów wandalizmu tego samego dnia: naniósł srebrnym sprayem napis i niesprecyzowany znak na elewację szkoły (straty rzędu 2,5 tysiąca złotych na szkodę miasta) oraz podobny napis na elewację budynku Sądu Okręgowego, tym razem wyrządzając szkodę w wysokości 2 tysięcy złotych.
Za te trzy czyny, potraktowane jako ciąg przestępstw z art. 288 § 1 k.k. (zniszczenie rzeczy), sąd wymierzył karę grzywny w wysokości 200 stawek dziennych po 20 złotych, czyli łącznie 4 tysiące złotych, oraz nałożył obowiązek częściowego naprawienia szkody: 22 tysiące złotych na rzecz Sądu Okręgowego, 1800 złotych na rzecz Urzędu Miasta i 1400 złotych na rzecz poszkodowanej osoby prywatnej.
Spray na zabytkach - armata, ratusz i pomnik generała
Najpoważniejszy prawnie wątek dotyczy zniszczeń obiektów wpisanych do rejestru zabytków województwa mazowieckiego. Sąd ustalił, że między 18 sierpnia a 22 września 2025 roku oskarżony pomalował farbą w sprayu zabytkową armatę upamiętniającą historyczne wydarzenia miasta, powodując straty w wysokości tysiąca złotych.
3 października 2025 roku czerwonym sprayem umieścił napis na części ratuszowej budynku Urzędu Miasta, a między 10 a 13 października 2025 roku – w krótkim odstępie czasu – zdewastował także pomnik generała Józefa Bema (straty 2 tysiące złotych) oraz elewację zabytkowej kamienicy przy głównym placu miasta, w której mieści się galeria.
Wszystkie te czyny zakwalifikowano jako ciąg przestępstw z ustawy o ochronie zabytków i opiece nad zabytkami, a w dwóch przypadkach – ze względu na wysokość wyrządzonej szkody majątkowej 0 zastosowano dodatkowo kumulatywną kwalifikację z Kodeksu karnego dotyczącą zniszczenia rzeczy. Sąd wyjaśnił w uzasadnieniu, dlaczego uznał, że między tymi dwoma przepisami nie zachodzi tzw. zbieg pozorny, lecz stosunek krzyżowania uzasadniający łączne zastosowanie obu przepisów – powołując się przy tym na dotychczasowe orzecznictwo Sądu Najwyższego.
Za ten ciąg czynów sąd wymierzył karę grzywny w wysokości 300 stawek dziennych po 20 złotych (6 tysięcy złotych), obowiązek naprawienia szkody w kwocie 2200 złotych na rzecz miasta oraz nawiązkę w wysokości 4 tysięcy złotych na rzecz Narodowego Funduszu Ochrony Zabytków.
W uzasadnieniu sąd zwrócił uwagę, że wybór akurat tych obiektów - reprezentacyjnych budynków w centrum miasta, pomnika i zabytkowej armaty - nie był przypadkowy, biorąc pod uwagę ich eksponowane położenie i symboliczne znaczenie dla lokalnej społeczności.
Dwanaście razy zatankował i odjechał bez płacenia
Ostatni wątek sprawy dotyczy serii drobnych kradzieży paliwa. Między 30 maja a 14 października 2025 roku oskarżony dwunastokrotnie miał tankować samochód na trzech różnych stacjach paliw, po czym odjeżdżał bez uiszczenia opłaty. Pojedyncze kradzieże – od kilkunastu do 40 litrów paliwa o wartości nieprzekraczającej każdorazowo 270 złotych – same w sobie stanowiłyby jedynie wykroczenia. Ponieważ jednak zostały popełnione w krótkich odstępach czasu, w podobny sposób i przy wykorzystaniu tej samej sposobności, ich łączna wartość – niemal 2170 złotych – uzasadniała potraktowanie ich jako jednego przestępstwa kradzieży.
Sąd wymierzył za ten czyn karę 150 stawek dziennych grzywny po 20 złotych oraz nakazał w całości naprawić wyrządzoną szkodę na rzecz poszkodowanej spółki paliwowej.
Kara łączna i czas spędzony w areszcie
Trzy odrębne kary grzywny - za zniszczenie mienia, uszkodzenie zabytków oraz kradzież paliwa - sąd połączył, wymierzając ostatecznie 450 stawek dziennych grzywny po 20 złotych, czyli 9 tysięcy złotych. Na poczet orzeczonej kary pozbawienia wolności zaliczono mężczyźnie okres pozbawienia wolności w tej sprawie – od 19 października 2025 roku do 26 lutego 2026 roku.
Dodatkowo sąd orzekł przepadek na rzecz Skarbu Państwa dowodu rzeczowego w postaci tubki pasty polerskiej, która - jak wynika z ustaleń - posłużyła do popełnienia części czynów wymierzonych w mienie i zabytki.
Sąd obciążył też oskarżonego kosztami sądowymi w wysokości 1310 złotych oraz kosztami zastępstwa procesowego oskarżyciela posiłkowego w kwocie 840 złotych, jednocześnie zwalniając go z pozostałych kosztów postępowania z uwagi na trudną sytuację majątkową. Za obronę z urzędu sąd przyznał obrończyni wynagrodzenie w wysokości 4280,40 złotych.
Wandal chciał "sprawdzić wymiar sprawiedliwości"
W uzasadnieniu wyroku sąd wielokrotnie odnosi się do motywacji sprawcy, opierając się na jego własnych wyjaśnieniach oraz zeznaniach świadków, którym opowiadał o powodach swojego postępowania. Z ustaleń wynika, że działania mężczyzny miały charakter przemyślany i konsekwentny – ich celem, obok samego zniszczenia mienia, było testowanie reakcji wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania. Sąd zaznaczył również, że oskarżony wiedział o monitoringu w miejscach, w których działał, a mimo to – jak sam przyznał – chciał, by jego wizerunek został utrwalony na nagraniach.
W ocenie sądu okoliczność łagodzącą stanowiło przyznanie się do winy, choć sąd zastrzegł, że nie należy go przeceniać, ponieważ sprawstwo i tak było możliwe do ustalenia na podstawie pozostałego materiału dowodowego - w tym nagrań monitoringu, zeznań świadków oraz dokumentacji szkód.
Okolicznością obciążającą była natomiast wcześniejsza karalność oraz skala i uporczywość łamania sądowego zakazu.
Wyrok Sądu Rejonowego w Legionowie nie jest prawomocny. Jak udało nam się ustalić, w połowie lipca 2026 roku od orzeczenia wpłynęła apelacja. Sprawę w drugiej instancji rozpozna Sąd Okręgowy Warszawa-Praga w Warszawie.










1
31