Przeżyła ponad sto lat, dwie wojny i stalinowskie represje. Kiedy w sądzie prokurator nazwał jej syna bandytą, jako jedyna wstała z ławki i zaprotestowała. Weronika Tercjak była wyjątkową ostrołęczanką. Zmarła w 2008 roku w wieku 103 lat. Zobacz, jak świętowała swoje setne urodziny.
„Nigdy człowiek nie jest sam, zawsze z Bogiem” – te słowa najlepiej oddają jej życie. Dla kilku pokoleń ostrołęczan była „Matką Wszystkich Jaworzniaków”, czyli młodych ludzi więzionych przez komunistyczne władze za działalność patriotyczną.
Od młodości głową rodziny
Weronika urodziła się 14 stycznia 1905 roku w Łęgu Starościńskim jako najstarsza córka Józefa Mielnickiego i Kazimiery z domu Szczęsnej. Rodzice wywodzili się ze zubożałej szlachty o silnych tradycjach patriotycznych i powstańczych.
Dzieciństwo szybko się skończyło. W 1923 roku zmarła jej matka, a ojciec od lat był obłożnie chory. Osiemnastoletnia Weronika musiała przejąć utrzymanie całej rodziny. Ojciec zmarł w 1928 roku. W tym samym roku wyszła za mąż za szewca Maksymiliana Tercjaka. Pomagała mu w pracy i wychowywała dzieci, których mieli siedmioro.
Dom, który był punktem kontaktowym AK
W czasie II wojny światowej warsztat szewski Tercjaków i ich mieszkanie stały się punktem kontaktowym ZWZ-AK. To tu przychodzili emisariusze, którzy przedostawali się na tereny pod okupacją sowiecką. Weronika osobiście ich odprawiała i za każdym razem żegnała słowami „Niech Bóg prowadzi”.
W konspirację włączały się też starsze dzieci, a najchętniej syn Stefan. Po latach matka wspominała, że jemu nie trzeba było niczego tłumaczyć. Patrzył, słuchał i od razu biegł, czasem kilka kilometrów, żeby przekazać wiadomość.
Aresztowanie syna
Po wojnie rodzina przeprowadziła się do Ostrołęki. Mąż dalej szył buty, a ona sprzedawała je na okolicznych targach. Szczególnie dumna była z tego, że Stefan należał do harcerstwa. Jej dom był zawsze otwarty dla jego kolegów, których w trudnych powojennych latach często karmiła i przygarniała.
W 1952 roku Stefan był w klasie maturalnej. Pod koniec marca został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa w Ostrołęce. Oskarżono go o to, że chciał siłą obalić ustrój Polski Ludowej, bo kierował organizacją o nazwie Zjednoczone Stronnictwo Narodowe.
Weronika nie pogodziła się z tym. Nawiązała kontakt z rodzicami innych aresztowanych chłopców i razem z matką Janka Żebrowskiego stanęła na czele ich starań. Podczas procesu w Warszawie przy ul. Koszykowej prokurator nazwał jej syna bandytą. Wtedy jako jedyna wstała z ławki i powiedziała stanowczo: „Nieprawda! Mój syn jest patriotą!”. Stefan i Janek Żebrowski dostali najwyższe wyroki, po 8 lat więzienia.
Walczyła o wszystkie „swoje” dzieci
Po wyroku nie przestała walczyć, i to nie tylko o własnego syna, ale o wszystkich skazanych młodych ostrołęczan. Po długich staraniach dotarła do pracownika Generalnej Prokuratury, który po śmierci Stalina, gdy system nieco zelżał, obiecał pomóc. Po trzech latach wszyscy wyszli na wolność. Wszyscy oprócz jednego, który zginął w kopalni.
To dlatego nazywano ją „Matką Wszystkich Jaworzniaków z Ostrołęki”. Po latach została matką chrzestną tablicy upamiętniającej młodzież szkolną, która w latach 1945–1956 sprzeciwiła się sowieckiemu totalitaryzmowi.
Wielkie serce zamiast odznaczeń
Weronika Tercjak poświęciła się działalności w Kościele. Od 1969 roku należała do III Zakonu św. Franciszka, zasiadała w jego radzie i prowadziła dwa koła różańcowe przy parafii św. Antoniego w Ostrołęce.
Od 1975 roku była wdową. Mieszkała sama, ale otaczało ją wielu bliskich i życzliwych ludzi. Nie miała tytułów ani odznaczeń. Miała za to wielkie serce, dzięki któremu zyskała szacunek i miłość nie tylko byłych więźniów, ale też wielu mieszkańców Ostrołęki.
W styczniu 2005 roku Weronika Tercjak skończyła 100 lat i świętowała go w doskonałej kondycji w gronie przyjaciół z parafii św. Antoniego Padewskiego, co możecie zobaczyć w unikalnej galerii zdjęć z tej uroczystości.
Zmarła trzy lata później, w 2008 roku, w wieku 103 lat.
Dziś, gdy odwiedzamy groby bliskich, warto pamiętać także o niej: o kobiecie, która w najtrudniejszych czasach nie bała się głośno powiedzieć prawdy.








2
3
9