zdjecie 145
zdjecie 145
2021-05-02T20:45:23+02:00 eOstroleka.pl
Region, TYLKO U NAS

"Morderstwo wyjątkowo ohydne". To wtedy sąd w Ostrołęce orzekł karę śmierci

REKLAMA
Zdjęcie główne
REKLAMA
1
0
19

Przed 43 laty ostrołęcki sąd nie miał wątpliwości, orzekając karę śmierci za współudział w zabójstwie sześcioosobowej rodziny. Sąd Najwyższy podtrzymał decyzję. Odsłaniamy kulisy sprawy, która jest jedną z najmroczniejszych historii kryminalnych czasów PRL w naszym regionie.

31 stycznia 1978 roku. W Sądzie Wojewódzkim w Ostrołęce zapada wyrok, który mrozi krew w żyłach. Podobnie, jak zbrodnia, jakiej dotyczyła rozpatrywana sprawa. "Skazuje Konstantego K. na karę śmierci i pozbawienia praw publicznych na zawsze" - ogłasza sąd. W 1978 roku prawomocnie skazano 157 463 osób, w tym tylko 15 osób na karę śmierci.

Mroźna noc, krwawy plan

Noc z 17 na 18 grudnia 1974 roku była mroźna w naszym regionie. Miejscowości, ze względu na możliwie żyjących w niej potomków niektórych z wymienionych tu osób, nie podajemy. Sześcioosobowa rodzina, kładąc się spać, nie spodziewała się tego, że czeka ich koszmar. Najmłodsza - Joanna - ma zaledwie osiem miesięcy. W domu jest jeszcze jedno dziecko i czworo dorosłych.

Przed domem pojawia się Eugeniusz K. wraz ze swoim wujem Konstantym K. Przyjeżdżają tu w jednym celu. - Działali w porozumieniu, według którego celem ich wspólnego działania było wymordowanie całej sześcioosobowej rodziny D. i następnie spalenie ich domu w celu zatarcia śladów - orzekł kilka lat później Sąd Najwyższy.

Eugeniusz K. ma ze sobą broń myśliwską, a Konstanty - toporek i latarkę. Zbrodnię zaplanowali w najmniejszym detalu. W sprawie przewija się też jeszcze jedna osoba: Franciszka K. (matka Eugeniusza i siostra Konstantego). Sąd ustali później, że to ona miała nakłaniać do zabicia całej rodziny. W zbrodni nie wzięła udziału, ale jej namowy miały zdecydować o losie państwa D.

Dwaj sprawcy zastanawiali się, kto powinien oddawać strzały. Większe doświadczenie ma Konstanty, był bowiem w wojsku i wie, jak obchodzić się z bronią. Staje jednak na tym, że za broń łapie jego siostrzeniec Eugeniusz. - Uzgodniony plan przewidywał szczegółowo, jakie czynności będzie wykonywał każdy z wyżej wymienionych - wskazuje sąd. Konstanty wybija szybę toporkiem, odchyla firankę. Napastnicy wchodzą do domu.

Konstanty ma ze sobą latarkę elektryczną, którą oświetla wnętrze domu spowite ciemnością nocy. Eugeniusz rozpoczyna egzekcję. Oddaje strzały, zabijając Józefa D., Apolonię D., Ryszarda D., Eugenię K. i Mariannę D. Ośmiomiesięczna Joanna K. zostaje uderzona lufami dubeltówki w głowę. Na koniec Eugeniusz podpala strop domu, chcąc zatrzeć ślady. W pożarze ginie również Joanna. Bilans tej zbrodni to sześć ofiar.

Wyrok: śmierć...

Proces w tej sprawie odbywał się przed Sądem Wojewódzkim w Ostrołęce. W końcu ostatniego dnia stycznia 1978 roku, niewiele ponad trzy lata po morderstwie, zapada wyrok. Eugeniusz K., który strzelał do ofiar i podpalił dom, zostaje uznany za niepoczytalnego. Matka Eugeniusza - Franciszka K. - odpowiadała za nakłanianie syna i brata do pozbawienia życia rodziny D. Wyrok: 12 lat pozbawienia wolności i pozbawienie praw publicznych na okres 10 lat.

Karę najsurowszą z możliwych usłyszał Konstanty:

Konstantego K. na podstawie art. 148 § 1 k.k. i art. 40 § 1 pkt 1 k.k. skazuje na karę śmierci i pozbawienia praw publicznych na zawsze za to, że w nocy z dnia 17 na dzień 18 grudnia 1974 r. we wsi (tu pada nazwa), działając wspólnie i w porozumieniu z Eugeniuszem K., pozbawił życia Józefa D., Apolonię D., Ryszarda D., Eugenię K., Mariannę D. oraz ośmiomiesięczne dziecko Joannę K. w ten sposób, iż po wyłamaniu okna w domu rodziny D. wtargnął wraz z Eugeniuszem K. przez nie do wnętrza mieszkania, gdzie oświetlał latarką elektryczną napadnięte osoby, a Eugeniusz K. strzelał do nich z broni myśliwskiej, natomiast dziecko - Joannę K. uderzył lufami dubeltówki w głowę, w wyniku czego osoby dorosłe poniosły śmierć na skutek postrzału, a następnie wskutek podpalenia przez Eugeniusza K. stropu domu, który uległ całkowitemu spaleniu, w czasie pożaru śmierć poniosła również Joanna K.;

... utrzymany w mocy

Takie rozstrzygnięcie sądu wzbudziło wiele emocji. Główny sprawca niepoczytalny, jego pomocnik z wyrokiem śmierci. Sprawa trafiła do Sądu Najwyższego. Obrońca Konstantego K. uzasadniał, że wyrok powinien zostać zmieniony z kary śmierci na pozbawienie wolności, gdyż oskarżony miał działać pod presją psychiczną, a w dodatku osobiście nie pozbawił życia żadnej osoby.

19 czerwca 1978 roku. Sędzia Leszek Jax, przewodniczący pięcioosobowego składu sędziowskiego, odczytuje wyrok:

Sąd Najwyższy po rozpoznaniu sprawy Konstantego K., oskarżonego z art. 148 § 1 k.k., oraz Franciszki K., oskarżonej z art. 18 § 1 k.k. w związku z art. 148 § 1 k.k., z powodu rewizji wniesionych przez obrońców oskarżonych od wyroku Sądu Wojewódzkiego w Ostrołęce z dnia 31 stycznia 1978 r., utrzymał zaskarżony wyrok w mocy, przy czym przyjął, że działanie oskarżonej Franciszki K. w stosunku do Eugeniusza K. polegało na podtrzymywaniu go w zamiarze zabójstwa, w związku z czym czyn jej wyczerpuje znamiona przestępstwa określonego w art. 18 § 1 i 2 k.k. w związku z art. 148 § 1 k.k. (...)

"Morderstwo wyjątkowo ohydne"

- Nie można zaprzeczyć, że oskarżony osobiście nie zamordował żadnej z sześciu ofiar morderstwa, będącego przedmiotem niniejszej sprawy, jak też nie odgrywał kierowniczej roli w tym przestępstwie. Nie podważa to jednak słuszności stanowiska Sądu Wojewódzkiego, który skazał oskarżonego za współudział w dokonanym zabójstwie, a nie za udzielenie pomocy Eugeniuszowi K. - jak tego domagał się obrońca oskarżonego, występujący na rozprawie rewizyjnej - uzasadniał sędzia Jax.

Do przyjęcia współsprawstwa bowiem nie jest konieczne, aby każda z osób działających w porozumieniu realizowała niejako własnoręcznie znamię czynu zabronionego, zwane w teorii prawa czynnością czasownikową (w danym wypadku: "zabija"), lecz wystarcza, że osoba taka - dążąc do realizacji zaplanowanego wspólnie czynu - działa w ramach uzgodnionego podziału ról, ułatwiając co najmniej bezpośredniemu sprawcy wykonanie wspólnie zamierzonego celu.

Sąd stwierdził, że zarzut obrońcy Konstantego K. o "rażącej niewspółmierności kary" nie był zasadny.

- Przedmiotem niniejszej sprawy jest morderstwo wyjątkowo ohydne, gdyż ofiarą jego padło aż sześć osób, a w tym dwoje dzieci, z których jedno miało zaledwie kilka miesięcy. Oskarżony Konstanty K., godząc się na udział w zabójstwie, od pierwszej chwili wiedział, że "do zabicia jest" sześć osób, a w tym jedno niemowlę. Działał on wprawdzie pod wpływem namowy ze strony członków jego rodziny, lecz namowom tym nie starał się przeciwstawić, choć ofiarą morderstwa miały być osoby całkowicie mu obce, do których jego osobisty stosunek musiał być pozbawiony jakiejkolwiek niechęci lub wrogości. Wbrew twierdzeniu zawartemu w rewizji, jego rola w popełnionym morderstwie bynajmniej nie była drugorzędna. Skoro bowiem zbrodnia miała być wykonana w nocy, w ciemnym wnętrzu mieszkania, Eugeniusz K. nie mógł wystrzelać wszystkich członków rodziny D., gdyby ktoś nie oświetlił miejsca przestępstwa i poszczególnych osób. Zresztą oskarżony Konstanty K. miał możność nawet w trakcie realizacji planu uniemożliwić swemu siostrzeńcowi - przez zaprzestanie oświecania - dokonywanie dalszych zabójstw - uzasadniał sędzia.

Konstanty K. nie był wcześniej karany. Miał skłonność do spożywania alkoholu, często porzucał pracę. Przed zabójstwem także spożywał alkohol. Sąd stwierdził ostatecznie:

Te wszystkie okoliczności świadczą o tym, że oskarżony jest człowiekiem zdolnym do popełnienia najohydniejszej zbrodni, a więc niebezpiecznym dla społeczeństwa, oraz że zastosowanie do niego najwyższego wymiaru kary należy uznać za słuszne.

Dalsze losy skazanych pozostają nieznane. Wiadomo jedynie, że wyrok na Konstantym K. wykonano - wówczas karą śmierci było powieszenie. Nie wiadomo też, ile wyroków śmierci wydał ostrołęcki sąd. Ministerstwo Sprawiedliwości nie prowadzi tak szczegółowych statystyk.

Kara śmierci w Polsce

Śmierć to najwyższy wymiar kary stosowany od początków powstania państwa polskiego. W okresie stalinowskim 1944-1956 kara śmierci stosowana była masowo, najczęściej z powodów politycznych. Odbywały się też publiczne egzkucje, ostatnia w lipcu 1946 roku w Poznaniu, gdzie na stokach cytadeli, przy okrzykach i wiwatach stu tysięcy ludzi, powieszony zotał Arhur Greiser - nazistowski zbrodniarz.

W okresie PRL karę śmierci zasądzano za największe zbrodnie. Budziła ona jednak - i wciąż budzi - ogromne emocje. Do 2019 roku 142 kraje zniosły karę śmierci w prawie lub w praktyce.

Od 1988 r. zaczęło funkcjonować w Polsce faktyczne moratorium na wykonywanie kary śmierci. 7 grudnia 1989 Sejm PRL ogłosił amnestię, która m.in. osobom skazanym na karę śmierci zamieniała wyroki na 25 lat pozbawienia wolności. Osiem lat później uchwalony został w Polsce nowy kodeks karny, w którym kara śmierci nie została już przewidziana. Dziś postulat przywrócenia kary śmierci podnoszony jest jedynie przez niektóre partie polityczne.

REKLAMA
Więcej o: kara śmierci

Wasze opinie

STOP HEJT. Twoje zdanie jest ważne, ale nie może ranić innych.
Zastanów się, zanim dodasz komentarz
Brak możliwości komentowania artykułu po trzech dniach od daty publikacji.
Komentarze po 7 dniach są czyszczone.
Kalnedarz imprez
czerwiec 2021
PnWtŚrCzPtSoNd
 31 dk1 dk2 dk3 dk4 dk5 dk6
dk7 dk8 dk9 dk10 dk11 dk12 dk13
dk14 dk15 dk16 dk17 dk18 dk19 dk20
dk21 dk22 dk23 dk24 dk25 dk26 dk27
dk28 dk29 dk30  1  2  3  4
×