Od 1 września 2026 roku mieszkańcy Ostrołęki nie kupią alkoholu w sklepach, marketach ani na stacjach paliw między godziną 22:00 a 6:00 rano. Rada Miasta podjęła decyzję o wprowadzeniu tzw. nocnej prohibicji, dołączając tym samym do wielu polskich samorządów, które zdecydowały się na podobny krok. Zmiana budzi jednak skrajnie różne emocje wśród mieszkańców - od pełnego poparcia po obawy przed tzw. alkoturystyką do sąsiednich gmin.
Uchwałę w sprawie ograniczenia nocnej sprzedaży alkoholu radni przyjęli w kwietniu tego roku. Za wprowadzeniem zakazu zagłosowało dziewięciu radnych, trzech było przeciw, a ośmiu wstrzymało się od głosu. Projekt uchwały złożył klub radnych "Ostrołęka dla Wszystkich", powołując się między innymi na doświadczenia innych miast oraz na wyniki badania, z którego wynika, że aż 68,6 proc. Polaków uważa, iż alkohol w naszym kraju jest zbyt łatwo dostępny.
Ograniczenie obejmie sklepy oraz stacje paliw. Nie dotknie jednak lokali gastronomicznych - restauracji, pubów czy barów, gdzie alkohol nadal będzie można zamówić do spożycia na miejscu, zgodnie z posiadanymi zezwoleniami.
Jaka była argumentacja za wprowadzeniem orgraniczeń? Niektórzy radni wskazywali, że wprowadzone rozwiązanie samo w sobie nie rozwiąże problemu nadmiernego spożywania alkoholu, ale może uwrażliwić społeczeństwo na skutki nadużywania napojów wyskokowych. Dodawno, iż ważne jest, by jako miasto opowiedzieć się po właściwej stronie i pokazać, że alkohol nie jest produktem pierwszej potrzeby.
Nocna prohibicja w Ostrołęce - za czy przeciw?
Decyzja radnych wywołała, jak można się było spodziewać, żywą dyskusję wśród samych ostrołęczan. Postanowiliśmy zapytać mieszkańców o ich opinie na temat nadchodzącej zmiany.
- Mieszkam przy jednym z osiedlowych sklepów i wieczorami, zwłaszcza w weekendy, potrafi być naprawdę głośno. Ludzie wychodzą z zakupami, piją pod blokiem, są awantury. Jeśli zakaz sprzedaży w nocy choć trochę to ograniczy, to jestem za. Nie chodzi o to, żeby nikomu niczego zabraniać na siłę, tylko żeby wieczorem można było spokojnie spać - mówi nam jedna z mieszkanek dużego ostrołęckiego osiedla.
We wskazanym sklepie zastajemy właściciela. - Dla mnie to będzie realna strata w utargu. Część klientów robi zakupy właśnie wieczorem, po pracy, i piwo czy wino dokupuje przy okazji. Teraz część z nich po prostu pojedzie do sąsiedniej gminy albo zaopatrzy się wcześniej na zapas. Rozumiem intencje, ale to my, właściciele małych sklepów, najbardziej to odczujemy - ocenia. A jeden z klietów dorzuca:
Z jednej strony cieszę się, że coś się zmienia, bo widzę, jak łatwo młodzi ludzie mogą dziś kupić alkohol. Z drugiej strony zastanawiam się, czy to faktycznie coś zmieni, czy po prostu ludzie będą kupować alkohol wcześniej, na zapas, i pić dokładnie tyle samo, tylko w innych godzinach
Spotykamy też emerytowanego nauczyciela, który jest zdecydowanym zwolennikiem zakazu. - Przez lata pracy w szkole widziałem, jakie żniwo zbiera alkohol w niektórych rodzinach. Jeśli ograniczenie dostępności choćby w nocy pomoże jednej rodzinie, to już warto. Nie rozumiem tych, którzy traktują to jak zamach na wolność - mówi.
Sprzedaż alkoholu w Polsce spada
Decyzja ostrołęckich radnych wpisuje się w szerszy, ogólnopolski trend. Statystyki pokazują, że sprzedaż alkoholu w Polsce i na świecie systematycznie spada. W pierwszym kwartale 2026 roku Polacy kupili o 4 proc. mniej alkoholu, licząc ilościowo, niż rok wcześniej.
Eksperci wskazują na kilka głównych przyczyn tego zjawiska. Coraz więcej osób prowadzi zdrowy tryb życia, częściej wybierając sport i dbając o odpowiednią dietę. Coraz większe znaczenie ma też zmiana pokoleniowa - młodzi ludzie z tzw. "pokolenia Z" piją znacznie mniej alkoholu niż starsze roczniki, a część z nich rezygnuje z niego całkowicie. Rośnie też popularność napojów bezalkoholowych - piwa i wina o zawartości 0 proc. alkoholu, które jeszcze kilka lat temu były produktem niszowym, dziś stają się coraz bardziej powszechnym wyborem na sklepowych półkach.
Widmo "alkoturystyki" do sąsiednich gmin
Jednym z najczęściej powtarzanych argumentów przeciwników nocnej prohibicji jest obawa przed tzw. alkoturystyką - zjawiskiem, w którym mieszkańcy miasta objętego zakazem po prostu przenoszą swoje wieczorne zakupy do sklepów w sąsiednich gminach, gdzie ograniczenie nie obowiązuje. W przypadku Ostrołęki najczęściej wymieniane są w tym kontekście sąsiednie gminy Rzekuń oraz Olszewo-Borki, które graniczą bezpośrednio z miastem i są łatwo dostępne nawet w kilka minut jazdy samochodem.
Krytycy uchwały zwracają uwagę, że taki scenariusz sprawiłby, że realny efekt wprowadzonego ograniczenia byłby znacznie mniejszy niż zakładają jego autorzy - mieszkańcy nie przestaliby kupować alkoholu w nocy, tylko robiliby to poza granicami miasta, co dodatkowo uderzyłoby w ostrołęckich przedsiębiorców, jednocześnie nie przynosząc realnej poprawy bezpieczeństwa w skali całego regionu.
Prezydent Ostrołęki Paweł Niewiadomski przyznawał w jednym z wywiadów, że dostrzega to ryzyko, ale podkreśla, że na pełne analizy i wnioski dotyczące skutków nocnej prohibicji przyjdzie czas dopiero rok po jej wprowadzeniu. Dopiero wówczas będzie można ocenić, czy obawy dotyczące przenoszenia zakupów do sąsiednich gmin faktycznie się potwierdziły, i czy konieczne będą dalsze działania.
Ostrołęka w gronie blisko 200 samorządów
Wprowadzając nocną prohibicję, Ostrołęka dołącza do rosnącego grona polskich miast i gmin, które zdecydowały się na podobny krok - wśród nich są między innymi Warszawa, Kraków, Bydgoszcz, Gdańsk, Katowice, Kielce, Łódź, Olsztyn, Wrocław, Szczecin, a także bliżej położone Legionowo, Ciechanów i Płońsk. Łącznie na Mazowszu i w całej Polsce ograniczenie nocnej sprzedaży alkoholu obowiązuje już w blisko 200 samorządach.
Czy nocna prohibicja realnie wpłynie na poczucie bezpieczeństwa i jakość życia mieszkańców Ostrołęki, czy raczej okaże się rozwiązaniem pozornym, wypartym przez alkoturystykę do sąsiednich gmin - przekonamy się dopiero po pierwszych miesiącach funkcjonowania nowych przepisów.





1
7
23