Myśleliście, że „Szybcy i wściekli” to tylko w kinie? Wystarczyło kilkaset metrów na jednej z głównych ulic Łomży, by udowodnić, że lokalni kierowcy mają własną definicję przepisów. Wideorejestrator naszego Czytelnika zarejestrował drogowe „combo”, przy którym instruktorzy nauki jazdy mogliby jedynie zapłakać.
Drogowy hat-trick u sąsiadów
Niektórzy zbierają naklejki w dyskontach, inni kolekcjonują wykroczenia drogowe. Bohaterowie nagrania w zaledwie kilka chwil zaprezentowali pełen wachlarz "kierowcy kreatywnego":
Wymuszenie pierwszeństwa, czyli "Jakoś przeskoczę". Klasyk gatunku. Wyjazd "na żyletkę" sprawił, że postronni uczestnicy ruchu musieli wykazać się refleksem godnym pilota myśliwca.
Znaki poziome kontra rzeczywistość. Jazda pasem w kierunku innym niż wskazują strzałki to już niemal tradycja. Po co trzymać się reguł, skoro można pojechać "na skróty" przez logikę?
Czerwone światło? To tylko sugestia. Jeden z kierowców uznał najwyraźniej, że sygnalizacja świetlna to jedynie świąteczna dekoracja, która niesłusznie wstrzymuje jego życiowy pęd.
Instruktaż: Jak NIE zostawać gwiazdą internetu
Patrząc na ten krótki, lecz intensywny materiał, można odnieść wrażenie, że u naszych sąsiadów drogowa samowolka stała się lokalnym folklorem. Publikujemy te popisy ku przestrodze i jako swoisty anty-poradnik. Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście się, jak skutecznie i szybko stracić prawo jazdy (lub zdrowie), to nagranie jest idealnym wzorcem.
Drogowi piraci z Łomży udowadniają, że kilkaset metrów wystarczy, by stać się kandydatem do nagrody "Pirat roku". My jednak radzimy: zamiast testować wytrzymałość nerwową innych kierowców, zainwestujcie w melisę. Albo po prostu zacznijcie patrzeć na znaki.
Pamiętajcie: Droga to nie prywatny folwark, a wideorejestratory są wszędzie. Jeździjcie bezpiecznie, byście to Wy oglądali innych w sieci, a nie cała Polska Was.


fot. kadr z nagrania




1
5
20
27