eOstroleka.pl
Powiat ostrołecki, TYLKO U NAS

Porwanie Eweliny z Łysych. Szokujące ustalenia sądu: Nieprzypadkowy cel „obcinaczy palców”

REKLAMA
zdjecie 5382
zdjecie 5382
REKLAMA

Proces dotyczący bezwzględnej grupy przestępczej „obcinaczy palców”, którzy kilkanaście lat temu uprowadzali dla okupu osoby z bogatych rodzin, będzie miał swoją kolejną odsłonę. Składane są apelacje w sprawie, w której jednym z wątków jest uprowadzenie pochodzącej z powiatu ostrołęckiego Eweliny Bałdygi. Od jej porwania minęło już 18 lat i niestety wciąż nie wiadomo jaki los ją spotkał. Dotarliśmy do kolejnych szczegółów tej sprawy: wieloletnie śledztwo i sądowy proces odsłaniają mrożący krew w żyłach obraz tego, co wydarzyło się w 2005 roku.

Uprowadzenie Eweliny. Świadkowie: „To był krzyk…”

Do uprowadzenia pochodzącej z Łysych Eweliny Bałdygi doszło 30 maja 2005 roku w Warszawie, przed budynkiem "Zepter" przy ul. Domaniewskiej 37a. Około godziny 18:00 sprawcy wciągnęli ją do busa o rejestracji WGS, który zaparkowany był obok czarnego BMW na rejestracjach z powiatu ostrołęckiego, który należał do uprowadzonej.

Świadkami porwania Eweliny były trzy osoby. To dwie kobiety, które wyszły z pracy z okolicznego budynku i mąż jednej z kobiet, który po nią przyjechał. Cała trójka rozmawiała i paliła papierosy, stojąc przed budynkiem. Jedna z kobiet wskazała, że zauważyła dziewczynę, która szła od strony uczelni w kierunku ulicy Domaniewskiej. W pewnym momencie usłyszała krzyk - tak samo jak pozostała dwójka. "To był krzyk przestrachu" - zeznała. Inny świadek wspomniał o "krzyku bólu czy przerażenia", a ostatnia z osób, która była w tym miejscu wskazywała też na odgłosy szamotaniny.

Wszyscy świadkowie opisali wygląd kierowcy samochodu ford transit. Mężczyzna, który widział porwanie, wraz z pracownikiem pobliskiego banku podeszli do pozostawionego bmw na tablicach z powiatu ostrołęckiego. Drzwi od strony kierowcy były uchylone - Ewelina nie zdążyła wsiąść do samochodu.

Niespełna dwie godziny później bus ford transit został spalony w Warszawie przy ul. Stoczniowców. Świadkami podpalenia busa było dwóch mężczyzn. Obaj podjęli próbę ugaszenia tego pożaru, jednak ogień był zbyt duży - jeden z mężczyzn zeznał, że do podpalenia musiała zostać użyta łatwopalna substancja. Obaj mężczyźni, którzy widzieli moment podpalenia forda, opisali, jak wyglądał kierowca samochodu. Nie udało się jednak go odnaleźć.

W późniejszym śledztwie świadek Sebastian K. stwierdził, iż słyszał, że w uprowadzeniu Eweliny wzięły udział cztery osoby: w busie mieli siedzieć Grzegorz K. "Ojciec", Tomasz R. "Pikus", Marcin N. „Suchy” oraz "jeszcze jedna osoba jako kierowca". Wszystkie te postacie jeszcze wielokrotnie przewijają się w śledztwie dotyczącym tego porwania.

Okup, obcięte włosy i dowód życia

Porywacze - wraz z poszkodowaną - zniknęli. Odezwali się dopiero 5 czerwca, odtwarzając głos Eweliny jej rodzicom. Prosiła ona o uwolnienie i wpłacenie okupu. Kidnaperzy zażądali pół miliona euro. Pięć dni później dochodzi do próby przekazania okupu. Ojciec i chłopak dziewczyny zostają jednak posądzeni o współpracę z policją. Porywacze grożą zgwałceniem i zabiciem Eweliny, a próba zapłaty kończy się fiaskiem. Kwota zostaje podwyższona do miliona euro.

Mija kolejne pięć dni, jest 15 czerwca. Porywacze nawiązują kontakt, informuąc, że pozostawili przesyłkę pod tablicą z nazwą miejscowości "Wyszków". 17 czerwca ojciec i brat porwanej jadą we wskazane miejsce - w reklamówce znajdują obcięte włosy Eweliny. 28 czerwca dochodzi do przekazania okupu: 567, 5 tysiąca euro. Kwotę przekazuje chłopak porwanej Łukasz P. - przerzuca torbę z pieniędzmi przez ekran dźwiękochłonny, gdzie czeka już zamaskowany mężczyzna. Na miejsce jedzie taksówką. Kierowca taksówki był później przesłuchiwany. - Świadek opisał szczegółowo sytuację, wskazał, że mężczyzna przerzucił worek przypominający skarpetę za ekran dźwiękochłonny przy zjeździe z Toruńskiej, po czym poinformował świadka, że w tej skarpecie były pieniądze i właśnie zapłacił okup za uwolnienie swojej uprowadzonej dziewczyny.

W trakcie śledztwa różnych członków grupy, zeznających jako świadkowie, wypytywano o uprowadzenie dziewczyny z powiatu ostrołęckiego. Artur K. zeznał, że wie jedynie, iż okup odbierał Grzegorz K. "Ojciec". Z kolei inny ze świadków zeznał, że rozmawiał z Marcinem N. „Suchym”, który także przyznał się do odbioru okupu. Miał on opowiadać świadkowi, jak wyglądało odebranie pieniędzy od chłopaka Eweliny. Marcin N. po otrzymaniu znaku od Grzegorza K. "Ojca" miał wskoczyć za ekran dźwiękochłonny przy trasie i odebrać kasę w torbie. Miejsce przekazania okupu mieli obserwować wspomniany "Ojciec", a także inspirator porwania "Pikus" i Andrzej K., który wcześniej śledził Ewelinę. Torba z okupem trafić miała do Grzegorza K.

Ewelina nie wraca. 14 lipca porywacze odzywają się ponownie, wciąż chcą miliona euro. 4 sierpnia 2005 roku rodzina otrzymuje dowód życia Eweliny: nagranie, na którym dziewczyna odczytuje artykuł z aktualnego wydania gazety. Dzień później rodzina informuje porywaczy, że nie jest możliwe zapłacenie żądanej kwoty. Kontakt bezpowrotnie się urywa, a Ewelina przepada bez wieści. Nie odnaleziono jej do dziś.

Sprawcy skazani po latach. Nieprawomocnie

Na sprawiedliwość w tej sprawie, choć trzeba przyznać, że tylko częściową, trzeba było czekać aż siedemnaście długich lat. 22 września 2022 r. Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok w sprawie uprowadzenia Eweliny Bałdygi.

Po trwającym od stycznia 2017 r. do września 2022 r. procesie, w którym odbyło się ponad 90 rozpraw, Sąd Okręgowy w Warszawie uznał Grzegorza K., ps. „Ojciec” i Tomasza R., ps. „Pikus” za winnych działań w zorganizowanej grupie przestępczej - wzięcia udziału w uprowadzeniu i zatrzymaniu w charakterze zakładnika Eweliny Bałdygi oraz doprowadzenie jej rodziców do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości 567,5 tys. euro. Za ten czyn obaj zostali skazani na karę 10 lat pozbawienia wolności. „Pikusowi” sąd wymierzył też za ten czyn karę grzywny w wysokości 12 tys. zł, z kolei „Ojciec” musi zapłacić 8 tys. zł grzywny.

Obaj oskarżeni byli też sądzeni za inne czyny – kara łączna dla Grzegorza K. ps. "Ojciec" to 15 lat więzienia i 21,6 tys. zł grzywny, a dla Tomasza R. "Pikus" - 15 lat więzienia i 14,4 tys. zł grzywny.

Sąd ustalił bezsprzecznie podział ról w sprawie porwania Eweliny Bałdygi: Grzegorz K. miał opracować "bezpieczny sposób" odebrania okupu, monitorował też miejsce jego przekazania. Z kolei Tomasz R. był głównym organizatorem porwania i kierował działaniami pozostałych sprawców.

- Oskarżeni działali w ramach zorganizowanej grupy przestępczej, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej - wskazano.

Wyroki w tej sprawie są nieprawomocne, składane są od nich apelacje wielu stron procesu (samych oskarżonych w procesie "obcinaczy palców" jest trzynastu). W związku z zapowiedziami apelacji sąd sporządził pisemne uzasadnienie wyroku, a my poznaliśmy jego fragmenty. Wyłania się z nich szokujący obraz jednej z najbrutalniejszych grup przestępczych w Polsce, jaka działała na początku XXI wieku.

Blondynka w sportowym samochodzie. Nieprzypadkowy cel

Jednym ze świadków zeznających w sprawie uprowadzenia Eweliny był Andrzej K. Działał on w tzw. "grupie mokotowskiej". Jak zeznał, Tomasz R. "Pikus" zlecił jemu oraz jego kompanowi Januszowi M. śledzenie „blondynki w sportowym samochodzie”, czyli Eweliny Bałdygi. W 2014 roku przeprowadzono eksperyment procesowy i nawet po upływie 10 lat Andrzej K. bez problemu wskazał miejsce, w którym rozpoczęli obserwację Eweliny. Tak samo uczynił jego współpracownik w obserwacji Janusz M.

Meldunki z obserwacji przekazywane miały być do Wojciecha S. "Wojtasa" (jednego z najważniejszych postaci grupy mokotowskiej), ale także do Grzegorza K. "Ojciec" i Tomasza R. "Pikusa". Andrzej K. zeznał, że jesienią lub zimą 2004 roku uczestniczył w spotkaniu, podczas którego gangsterzy rozmawiali o typowaniu osób do porwania. "Pikus" miał powiedzieć na spotkaniu, że ma wytypowaną osobę. Cel był nieprzypadkowy. Tomasz R. już wcześniej obracał się w takich kręgach, że miał doskonałą wiedzę o statusie majątkowym rodziny Bałdygów.

Ojciec uprowadzonej dziewczyny - jeden z najbogatszych polskich biznesmenów, regularnie notowany na liście 100 najbogatszych Polaków w rankingu „Forbes” - zeznał, że kojarzy nazwisko R. , bowiem osoba o takim nazwisku była u niego w firmie na praktykach. Z kolei chłopak Eweliny zeznał, że jest mu znana osoba z Siedlec o pseudonimie „Pikus” i o imieniu Tomasz.

Zeznania Grzegorza K. Sąd: „Ojciec” wie więcej, ale nie mówi

Wśród dwóch skazanych za uprowadzenie Eweliny Bałdygi jest Grzegorz K., pseudonim "Ojciec". Nie tylko przyznał on się do udziału w porwaniu, ale przedstawił szczegóły, które mogły być znane tylko uczestnikom tych wydarzeń. Był też wymieniany przez innych świadków, jako osoba zamieszana w porwanie - w kręgach gangsterskich sporo się o tym mówiło.

Co zeznał sam Grzegorz K.? "Ojciec" powiedział śledczym, że poznał "Pikusa" - pomysłodawcę uprowadzenia Eweliny - na przełomie 2003 i 2004 roku. Tomasz R. miał się go wypytywać o bezpieczny odbiór okupu za uprowadzoną osobę. Z akt sprawy: - Grzegorz K. wyjaśnił nadto, że podczas kolejnego spotkania z Tomaszem R. wymieniony poinformował Grzegorza K., że ma wytypowaną osobę do uprowadzenia – jedną z dwóch córek bogatego człowieka z branży masarskiej, które mieszkały w Warszawie. Co potwierdza, że Ewelinę Bałdygę do uprowadzenia wytypował właśnie Tomasz R. Relacje oskarżonego potwierdzają, że przed uprowadzeniem była prowadzona obserwacja pokrzywdzonej.

"Ojciec" opisał szczegółowo rolę Tomasza R. jako organizatora porwania. Potwierdził też, że dziewczynie obcięto włosy i przekazano je rodzinie. W uzasadnieniu wyroku sąd stwierdził, że zeznania Grzegorza K. są istotne do ustalenia stanu faktycznego w sprawie uprowadzenia Eweliny. Ale w ocenie sądu, "Ojciec" wie zdecydowanie więcej, niż ujawnił w toku śledztwa.

- Jednakże Sąd, zapoznając się z depozycjami oskarżonego, uznał za istotne podkreślić, iż oskarżony niejako dawkuje znane mu informacje, próbuje zminimalizować swoją rolę w popełnieniu tego przestępstwa i bez wątpienia posiada szerszą wiedzę w tym zakresie, aniżeli zdecydował się przedstawić w toku całego postępowania - wskazano.

Sąd stwierdził, że K. marginalizuje swój udział w przestępstwie, zrzucając większość winy na "Pikusa". - Jednakże, mimo umniejszania swojej roli, Grzegorz K. w swoich wyjaśnieniach przedstawił szereg informacji i szczegółów, które mogą być znane jedynie osobie, która w sposób bezpośredni byłaby zaangażowana w zaplanowanie i nadzorowanie przebiegu takiego zdarzenia.

W ocenie sądu, K. liczył na uzyskanie statusu świadka koronnego w sprawie narkotykowej, dlatego zdecydował się sypać w kwestii uprowadzenia Eweliny. Cel: poprawienie własnej, i tak już słabej, sytuacji procesowej. Za profity i korzyści procesowe mocno obciążył swojego kompana. Sąd podsumował: „Nie sposób nie zauważyć, że to co przekazał oskarżony K. organom ścigania to jedynie część prawdy o tym uprowadzeniu”.

Ostatni ślad Eweliny. W tym miejscu była więziona

Co stało się z młodą kobietą po tym, jak została porwana 30 maja 2005 roku? Śledczy dotarli do miejsca, w którym prawdopodobnie przetrzymywana była uprowadzona. Trop prowadzi do wsi znajdującej się około 25 kilometrów od Łochowa, ale już w powiecie mińskim. To 140 kilometrów od Łysych - rodzinnej miejscowości Eweliny.

Nieruchomość służąca porywaczom znajdowała się w małej i wydawałoby się spokojnej wiosce i to w samym jej centrum. Na zdjęciach z Google Street View z 2012 roku, a więc 7 lat po feralnych zdarzeniach, widać niewielki dom z czerwonej cegły. Jego stan pozostawia wiele do życzenia, niektóre okna są powybijane, brakuje drzwi. Na terenie posesji znajduje się jeszcze studnia i kilka budynków gospodarczych. Posesja nie wygląda na zamieszkałą, jej wygląd wskazuje na to, że była opuszczona.

Skąd wiadomo, że uprowadzona była przetrzymywana na tej posesji? Wskazuje na to przede wszystkim opinia kryminalistyczna - analiza włosów. Śledczy ustalili, że włosy znalezione w torbie, którą porywacze zostawili rodzinie i włosy odnalezione na tej posesji należały bezsprzecznie do tej samej osoby i była to Ewelina Bałdyga.

Są też inne dowody wskazujące na to, że „obcinacze palców” wynajmowali tę nieruchomość. To zeznania świadka Rafała G., który przyznał, że na polecenie Krzysztofa B. wynajął wskazany dom. Według relacji świadka, klucze do wynajętej posesji, w jego obecności Krzysztof B. przekazał mężczyźnie, do którego zwracano się „Ojciec”. Na tablicy poglądowej świadek rozpoznał Krzysztofa B. oraz skazanego w sprawie porwania Eweliny Grzegorza K., jako mężczyznę o pseudonimie "Ojciec".

Dosłownie kilka metrów od domu stoi płot, a tuż za nim - sąsiedni dom. Jak to możliwe, że sąsiedzi nie zauważyli przez kilka miesięcy nic niepokojącego? A może zauważyli, ale milczeli? W przypadku innej z posesji wynajmowanej przez „obcinaczy” sąsiedzi niejednokrotnie skarżyli się właścicielowi, miało dojść nawet do spotkania jednego z gangsterów z sąsiadami, a ci opisali go jako „natarczywego”.

Wyblakła nadzieja. Co się stało z Eweliną Bałdygą?

Lata mijają, a to najważniejsze pytanie pozostaje bez odpowiedzi. Od początku sierpnia 2005 r. nie ma żadnych informacji o losie Eweliny. Im więcej czasu upływa, tym coraz bardziej prawdopodobna staje się wersja, że dziewczyna zginęła z rąk porywaczy.

Poszlaką w tym kierunku są też zeznania świadka Sebastiana K., który obracał się w kręgu „obcinaczy” i powiedział śledczym, co usłyszał od jednego z kolegów. Z sądowego uzasadnienia: - Jak zeznał świadek, według Marcina N. (ps. „Suchy”), Ewelinę Bałdygę miał zabić R. (ps. „Pikus”), bowiem zdjęła mu z głowy kominiarkę, kiedy była gwałcona.

Jak było naprawdę? Krąg osób, które znają los Eweliny jest bardzo wąski. Jest niemal pewne, że znajduje się w nim Grzegorz K., ps. „Ojciec”. Czy kiedyś zdecyduje się powiedzieć całą prawdę? Najbliższą szansę być może dostanie podczas procesu apelacyjnego w tej sprawie.

Pewne jest, że mieszkanka powiatu ostrołęckiego wpadła w ręce bezwzględnych, wielokrotnie karanych bandytów, działających z niskich pobudek. - Sposób zachowania się sprawców zarówno w przypadku uprowadzeń jak i zabójstw był nacechowany niespotykanym wręcz okrucieństwem, bezwzględnością, brutalnością i zuchwałością (sprawcy najpierw w sposób wyrafinowany i metodyczny typowali swe ofiary, a następnie już po ich uwięzieniu dręczyli zarówno fizycznie, powodując trwałe i dotkliwe okaleczenia – jak choćby obcinanie palców u dłoni w celu zastraszenia pokrzywdzonych i ich rodzin, co miało prowadzić do głównego celu, jakim było szybkie uzyskanie ogromnych jak na owe czasy kwot okupu, jak i psychicznie – powodując u swych więźniów poczucie niewyobrażalnego wręcz strachu, beznadziei i niepewności swego losu – sprawcy przetrzymywali swoje ofiary w tym stanie często przez długi okres czasu) - wskazał sąd w uzasadnieniu wyroku dotyczącym „obcinaczy palców”.

Cały proces zawierał 89 czynów w akcie oskarżenia, orzeczenie liczyło 110 punktów - oprócz uprowadzeń były to też m.in. zabójstwa. Spośród trzynastu oskarżonych, trzech skazano na dożywocie.

Rodzina uprowadzonej nigdy nie porzuciła nadziei na to, że Ewelina żyje. Nie została uznana za zmarłą - jest traktowana jako osoba nieznana z miejsca pobytu.

Wasze opinie

STOP HEJT. Twoje zdanie jest ważne, ale nie może ranić innych.
Zastanów się, zanim dodasz komentarz
Brak możliwości komentowania artykułu po trzech dniach od daty publikacji.
Komentarze po 7 dniach są czyszczone.
Kalendarz imprez
kwiecień 2024
PnWtŚrCzPtSoNd
dk1 dk2 dk3 dk4 dk5 dk6 dk7
dk8 dk9 dk10 dk11 dk12 dk13 dk14
dk15 dk16 dk17 dk18 dk19 dk20 dk21
dk22 dk23 dk24 dk25 dk26 dk27 dk28
dk29  30  1  2  3  4  5
×