Jest decyzja w sprawie jednego z najgłośniejszych procesów ostatnich lat. Jak ustalił Grzegorz Broński z Niezalezna.pl, Sąd Najwyższy zdecydował o przekazaniu Sądowi Apelacyjnemu w Łodzi sprawy tzw. gangu „obcinaczy palców", której częścią jest kwestia uprowadzenia pochodzącej z gminy Łyse 21-latki.
To rozstrzygnięcie może wreszcie odblokować postępowanie apelacyjne, które od ponad trzech lat stało w miejscu. Sąd Apelacyjny w Warszawie nie był bowiem w stanie skompletować składu orzekającego, dlatego sam wystąpił do Sądu Najwyższego o wyznaczenie innego sądu równorzędnego.
Uprowadzenie i okup. Dramat młodej kobiety i jej rodziny
Do uprowadzenia pochodzącej z Łysych, wówczas 21-letniej Eweliny, doszło 30 maja 2005 roku w Warszawie przy ul. Domaniewskiej. Sprawcy wciągnęli ją do busa zaparkowanego tuż obok BMW na tablicach z powiatu ostrołęckiego, którym poruszała się młoda kobieta. Cel nie był przypadkowy - uprowadzono córkę biznesmena z branży mięsnej.
Kidnaperzy przez wiele miesięcy zwodzili rodzinę, żądając okupu. Grozili zgwałceniem i zabiciem dziewczyny, a rodzinie przekazali przesyłkę z włosami pokrzywdzonej. Ostatecznie rodzice zapłacili 567,5 tysiąca euro. Porywacze żądali miliona euro - gdy dowiedzieli się, że to niemożliwe, Ewelina Bałdyga przepadła bez wieści. Nie odnalazła się do dziś i wciąż figuruje jako osoba nieznana z miejsca pobytu.
Pierwszy wyrok w tej sprawie zapadł dopiero po ponad siedemnastu latach od dramatycznych wydarzeń. 22 września 2022 roku Sąd Okręgowy w Warszawie - po procesie trwającym od stycznia 2017 roku, w trakcie którego odbyło się ponad 90 rozpraw - uznał Grzegorza K., ps. „Ojciec", oraz Tomasza R., ps. „Pikus", za winnych m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej oraz uprowadzenia i przetrzymywania Eweliny. Za sam ten czyn obaj zostali skazani na 10 lat pozbawienia wolności. Kary łączne były jednak znacznie surowsze — Grzegorz K. usłyszał wyrok 15 lat więzienia i 21,6 tys. zł grzywny, a Tomasz R. — 15 lat więzienia i 14,4 tys. zł grzywny.
Proces apelacyjny, który... nie mógł ruszyć
Od wydania nieprawomocnego wyroku minęło już ponad 3,5 roku. W tym czasie do Sądu Apelacyjnego w Warszawie wpłynęły 22 apelacje złożone przez obrońców 13 oskarżonych. Mimo to proces apelacyjny nie mógł się rozpocząć - zabrakło sędziów mogących utworzyć skład orzekający.
Od 17 października 2024 roku do 31 marca 2026 roku od rozpoznania sprawy wyłączono aż siedmioro sędziów Sądu Apelacyjnego w Warszawie. Częstym powodem była okoliczność, że orzekali już w innych sprawach „obcinaczy palców" - grupa była tak rozległa i popełniła tyle czynów, że warszawskie sądy były wręcz zasypywane aktami oskarżenia przeciwko jej członkom.
Na sytuację nałożyły się również spory dotyczące statusu sędziów powołanych po zmianach w sądownictwie. W efekcie pula sędziów zdolnych do orzekania w tej skomplikowanej sprawie praktycznie się wyczerpała. Sąd uznał, że wyznaczanie do orzekania sędziów spoza pionu karnego godziłoby w dobro wymiaru sprawiedliwości - dlatego 20 kwietnia 2026 roku zwrócił się do Sądu Najwyższego o przekazanie sprawy innemu sądowi równorzędnemu. Teraz wiadomo, że tym sądem będzie Sąd Apelacyjny w Łodzi.
Ponad 20 lat czekania na sprawiedliwość
Uprowadzenie Eweliny Bałdygi to tylko jeden z wątków tego rozległego procesu. Akt oskarżenia obejmuje 89 czynów, a wyrok pierwszej instancji liczy 110 punktów. Wśród zarzutów znalazły się m.in. porwanie i zabójstwo młodego mężczyzny, uprowadzenie obywatela Indii - którego, podobnie jak Eweliny, nigdy nie odnaleziono - oraz zabójstwo dwóch mężczyzn w jednej z warszawskich siłowni.
Kiedy zapadnie prawomocny wyrok? Tego wciąż nie da się jednoznacznie przewidzieć. Decyzja Sądu Najwyższego o przekazaniu sprawy do Łodzi daje jednak nadzieję, że postępowanie wreszcie ruszy z miejsca. Rodziny zamordowanych i uprowadzonych czekają na sprawiedliwość już ponad 20 lat.









1
8
14
19