Jest pozbawiony skrupułów - mówiła sędzia Magdalena Dąbrowska o Patryku R., skazując go na dożywocie za zabójstwo seniora na terenie ogródków działkowych w Ostrołęce. Sąd Okręgowy w Ostrołęce uznał, że 28-latek sam zadawał śmiertelne ciosy panu Jerzemu. Dwaj pozostali oskarżeni skazani zostali m.in. za nieudzielenie pomocy ofierze. Skazany na dożywocie wpadł w furię, gdy usłyszał nieprawomocny wyrok.
Do wstrząsającej zbrodni doszło we wrześniu 2024 roku na terenie Rodzinnych Ogródków Działkowych "Bemowo" w Ostrołęce. To właśnie tam znaleziono ciało 71-letniego mężczyzny. Śledztwo wykazało, że padł on ofiarą brutalnego zabójstwa, a motywem działania sprawców była chęć rabunku. Prokuratura skrupulatnie zebrała dowody i skierowała sprawę do sądu. Na ławie oskarżonych zasiadło trzech mężczyzn - Patryk R. i Mateusz G., obaj w wieku 28 lat, jak również 46-letni Rafał K. Akt oskarżenia obejmował jeszcze Wiesława G. - lecz ten zmarł jeszcze przed startem procesu i wobec niego sprawa została umorzona.
Zabójstwo na działkach w Ostrołęce. Ogłoszono wyrok
20 kwietnia 2026 r. do Sądu Okręgowego w Ostrołęce na ogłoszenie wyroku doprowadzono trzech oskarżonych o zabójstwo 71-letniego mężczyzny. Prokuratura oskarżała całą trójkę o działanie wspólnie i w porozumieniu, z zamiarem bezpośrednim zabicia seniora i w wyniku motywacji zasługującej na szczególne potępienie, którą była kradzież.
Rower elektryczny, telefon komórkowy, szkło powiększające, laptop, smartwatch, telewizor, blender, golarka elektryczna, butla gazowa, głośnik przenośny - to właśnie za to życiem zapłacił starszy mężczyzna. Przedmioty, które skradziono z działki, wyceniono na 3750 złotych.
71-latek został skatowany. Długa lista obrażeń, jaką wyczytała sędzia Magdalena Dąbrowska, jest szokująca i wręcz nie nadaje się do cytowania. Jerzy Ż. otrzymał liczne ciosy pięściami i kopnięcia w newralgiczne miejsca, w tym w głowę.
Patryk R., rocznik 1998, to wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna. Większość swojego życia spędził na konfliktach z prawem. Jako nieletni był dwukrotnie w zakładzie poprawczym, a później jako dorosły w zakładzie karnym spędził cztery lata. Nie wyciągnął wniosków - zachowywał się agresywnie, także w stosunku do członków rodziny. W końcu zamieszkał w domu dla bezdomnych, nocował gdzie popadnie.
Zdaniem sądu, to właśnie on zadawał śmiertelne obrażenia seniorowi.
- Wymierza mu karę dożywotniego pozbawienia wolności - ogłosiła sędzia Magdalena Dąbrowska. Oskarżony ma też zapłacić 100 tys. zł żonie ofiary oraz po 30 tys. zł dzieciom zmarłego tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę.
W przypadku pozostałych oskarżonych zarzut zabójstwa nie utrzymał się. Sąd uznał Rafała K. za winnego kradzieży i nieudzielenia pomocy pokrzywdzonemu, wymierzając mu karę łączną 5,5 roku więzienia oraz 4 tys. zł grzywny. Mateusz G. za rozbój i nieudzielenie pomocy pokrzywdzonemu, a do przestępstwo narkotykowe, usłyszał łączny wyrok 10 lat więzienia. Oskarżony ma też zapłacić grzywnę.
Wszyscy trzej oskarżeni mają być poddani terapii leczenia uzależnień.
Zauważył, że go okradają. Wtedy zaczął się koszmar
Mateusz G. i Rafał K. byli kolegami z pracy na budowie. Feralnego dnia mieli się umówić się na działce na terenie ogródków "Bemowo", gdzie Mateusz pomieszkiwał wraz z ojcem Wiesławem. Doszło do spotkania na działce, gdzie obaj mężczyźni pili piwo, a po pewnym czasie dołączył do nich także Wiesław G.
Jak ustalił sąd, po pewnym czasie do Mateusza miał zadzwonić Patryk R. z prośbą, by ten "załatwił mu narkotyki". Obaj spotkali się na Placu Bema w Ostrołęce. Patryk R. miał dać Mateuszowi G. 50 złotych. - sąd ustalił, że Mateusz udał się po narkotyki, a Patryk dotarł na działkę.
Niedługo później Mateusz, Patryk i Rafał mieli zażywać wspólnie przywiezioną amfetaminę. Pili przy tym alkohol.
Wieczorem na działkę przyszedł właściciel sąsiedniej działki, Jerzy Ż., a libacja trwała dalej - już w pięcioosobowym składzie. W pewnym momencie impreza przeniosła się na działkę pana Jerzego, na jego wyraźne zaproszenie. Kiedy skończyły się trunki, gospodarz działki zamówił, a następnie zapłacił za alkohol. Wszyscy poszli, by odebrać zakupy.
- Gdy wracali na działkę Rafał K. szedł wraz z Patrykiem R., dogonił ich Mateusz G., z tyłu szli Wiesław G. i Jerzy Ż. Podczas powrotu między Patrykiem R., Rafałem K. i Mateuszem G. doszło do zawarcia porozumienia w zakresie kradzieży mienia z domku Jerzego Ż. - opisywała sędzia.
Po wejściu na werandę domku jeden z oskarżonych miał zauważyć kamerę, która po chwili została odwrócona, a następnie odłączona od zasilania. Do tej pory nagrała jednak, kto przebywał na działce, co też było dowodem w sprawie.
Spotkanie przedłużało się i w pewnym momencie Patryk R. miał wejść do środka domku i spakować rzeczy należące do gospodarza w dużą niebieską torbę, przygotowując je do wyniesienia. Trzej mężczyźni, gdy torba była już spakowana, podjęli decyzję, że czas się zmywać. Wychodząc z działki, Patryk R. zabrał również elektryczny rower i wyprowadził go na alejkę.
Wtedy zaczęło się piekło.
Senior zauważył, że jest okradany i zaczął krzyczeć, by oddano mu jego rzeczy. Doszło do szamotaniny - 71-latek przewrócił się, a Patryk R. miał wówczas zacząć katować mężczyznę, kopiąc go w głowę i tułów. W pewnym momencie, jak opisał sąd, R. miał zdjąć spodnie i wykonywać takie ruchy, jakby miał załatwić się na pokrzywdzonego. Skala przemocy i bestialstwa była tak ogromna, że jeden z oskarżonych - Rafał K. - przyznał, że nie mógł na to patrzeć i wsiadł na rower, ruszając w kierunku domu.
Bity mężczyzna wzywał pomocy. Sąd ustalił, że Patryk R. usłyszał to, wrócił się na działkę i zaczął bić seniora. Rozebrał go, a ubrania rozrzucił na działki okolicznych domków. Wraz z Mateuszem G. mieli zostawić seniora na alejce, a po drodze uzgadniać podział kasy ze sprzedaży łupów.
Zostawiony na alejce pan Jerzy zmarł. W toku postępowania sądowego ustalono, że gdyby udzielono mu pomocy, miałby szansę na przeżycie.
Kluczowy dowód obciążył Patryka R.
W jaki sposób ustalono przebieg zdarzeń? Opisali go sami oskarżeni, w szczególności Mateusz G. Kluczowym dowodem obciążającym Patryka R. były ślady biologiczne na koszulce pokrzywdzonego mężczyzny. Dodatkowo, biegły z zakresu medycyny sądowej wskazał, że obrażenia ciała u pokrzywdzonego mogła spowodować jedna osoba.
W tych okolicznościach sąd uznał za winnego popełnienia zabójstwa wyłącznie Patryka R., choć opisywał on całe zdarzenie inaczej, niż pozostali. Zdradziło go też to, że kolejnego dnia miał być w noclegowni i opowiadać kumplom o zdarzeniu.
- Nie ma żadnych wątpliwości, to oskarżony kopał pokrzywdzonego i kopał go tak mocno, że doznał obrażeń (...) Pozostawił go w ciemnej, pustej alejce na ogródkach działkowych, gdzie o tej porze nikogo nie ma. Pozostawił go nagiego! - wyliczała sędzia Dąbrowska. - W chwili, gdy bił pokrzywdzonego, chciał go zabić i świadczy o tym fakt, że wrócił, gdy pokrzywdzony wzywał pomocy - dodała sędzia.
Sąd nie miał wątpliwości, że Patryk R. jest pozbawiony skrupułów i roszczeniowy. W trakcie przebywania w szpitalu psychiatrycznym podczas obserwacji wyzywał słowami wulgarnymi pielęgniarki, bo przynosiły mu leki. Żądał, żeby leki mu przynosili lekarze.
- Krytyczny wobec innych, ale nie wobec siebie - stwierdził sąd, uznając, że okrucieństwo, jakie zadał Patryk R. zmarłemu seniorowi, sprawia, że jedynie kara dożywocia spełni tu swoją funkcję.
Pozostali oskarżeni uniknęli skazania za morderstwo. Sąd stwierdził, że w sprawie brak jest dowodów, by powiązać Mateusza G. i Rafała K. z zabójstwem. Niewątpliwie widzieli oni, jak pan Jerzy był bity, nie pomogli mu, ale nie znaleziono śladów jednoznacznie wskazujących na to, by uczestniczyli w zadawaniu śmiertelnych ciosów.
- Zamiaru zabójstwa nie można domniemywać. Musi on wynikać w sposób nie budzący wątpliwości ze zgromadzonego materiału dowodowego - podsumowała sędzia Dąbrowska.
Wyrok jest nieprawomocny i przysługuje od niego apelacja do Sądu Apelacyjnego w Białymstoku.
Skandal w sali rozpraw
Patrykowi R. puściły nerwy, gdy usłyszał wyrok dożywocia. W wulgarnych słowach znieważał sąd, a nawet opluł skład orzekający i został wyprowadzony z sali już na początku uzasadniania wyroku, w zasadzie swoim zachowaniem potwierdzając to, co było powiedziane na jego temat. Zgromadzeni w sądzie byli w szoku, widząc zachowanie 28-latka. Nawet doświadczeni adwokaci podkreślali, że z takimi scenami w sądzie jeszcze się nie spotkali.

Skazany na dożywocie za zabójstwo wpadł w szał w sądzie. Szokujące sceny [WIDEO]
Takich wydarzeń w ostrołęckim sądzie nie pamiętają nawet najbardziej doświadczeni prawnicy. Patryk R., który usłyszał wyrok dożywocia za zabójstwo na działce w Ostrołęce, wpadł w furię, gdy sędzia…
Pozostali dwaj oskarżeni opuszczali salę rozpraw z ulgą, o ile można mówić o uldze w przypadku tak wieloletnich wyroków. Niewątpliwie jednak perspektywa dożywocia lub 25 lat więzienia za morderstwo była zdecydowanie gorsza od tego, co usłyszeli. Obrońcy również byli zadowoleni z orzeczeń, jakie zapadły co do ich klientów.
- Na wstępie należy złożyć wyrazy współczucia dla rodziny zmarłego z uwagi na jego śmierć i konieczność ponownego przeżywania tej tragedii - powiedział nam adwokat Kamil Deptuła, obrońca z urzędu Mateusza G. - Odnosząc się do samego wyroku, z radością i uznaniem przyjąłem fakt, że sąd podzielił moją argumentację, która była konsekwentna od początku postępowania. Zarówno ja, jak i mój klient, staliśmy na stanowisku, że co do najpoważniejszego z zarzutów brak jest dowodów, które potwierdzałyby winę klienta. Po zapoznaniu się ze szczegółowym pisemnym uzasadnieniem wyroku, zadecydujemy o ewentualnej apelacji. Najważniejsze natomiast jest to, że klient nie został uznany przez sąd I instancji winnym zabójstwa - dodał.







![Sukcesy badmintonistów z Ostrołęki na Grand Prix w Konstancinie-Jeziornie [ZDJĘCIA]](./luba//dane/pliki/sport/2026/m/img_20260418_124145.jpg)
1
5
20
27