Funkcjonariusze Centralnego Biura Antykorupcyjnego zapukali do drzwi 25 osób w tym samym czasie, w różnych częściach kraju. Na piątkowej konferencji w Białymstoku rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński wyjaśnił, jak przygotowano operację w sprawie Ostrołęki C i dlaczego musiała być prowadzona jednocześnie w tylu miejscach.
Wszystko w jednej chwili
W środę, 4 listopada, na polecenie prokuratorów z Prokuratury Regionalnej w Białymstoku, funkcjonariusze CBA weszli jednocześnie do 30 lokalizacji w 11 województwach. Zatrzymali 25 osób: 21 mężczyzn i 4 kobiety. To byli członkowie zarządów i rad nadzorczych spółek Energa, Enea i Elektrownia Ostrołęka.

Afera Ostrołęki C. 25 osób z zarzutami, szkoda przekracza miliard złotych
Zarzuty nadużycia zaufania i wyrządzenia szkody w wielkich rozmiarach usłyszało 25 byłych członków zarządów i rad nadzorczych spółek Energa, Enea oraz Elektrownia Ostrołęka. Według prokuratury przez…
Na konferencji nie kryto, że to operacja wyjątkowa. Nazwano ją „dużą, potężną, niespotykaną na dotychczasową skalę realizacją Centralnego Biura Antykorupcyjnego”. – Śledztwo jest potężne, na niespotykaną do tej pory skalę – podkreślał Dobrzyński.
Dlaczego jednocześnie?
Jak tłumaczył Dobrzyński, chodziło o to, by żaden z zatrzymanych nie zdążył zareagować. – Ważne było, żeby wszystkie te osoby nie miały możliwości skontaktowania się wcześniej ze sobą, uprzedzania o zatrzymaniach czy ustalania jakiejkolwiek wersji na potrzeby tego śledztwa – wyjaśniał.
Gdyby zatrzymania odbywały się po kolei, informacja o akcji mogłaby szybko dotrzeć do kolejnych osób. Dlatego wszystkie trzeba było przeprowadzić w tym samym czasie.
Wcześniej rozpoznanie
Taką akcję trzeba było dokładnie zaplanować. Rzecznik mówił o operacjach rozpoznawczych i logistyce. Funkcjonariusze musieli najpierw ustalić nie tylko adresy zamieszkania wszystkich 25 osób, ale też to, gdzie faktycznie przebywają.
Po zatrzymaniu, przeszukaniach i zabezpieczeniu dowodów wszystkich przewieziono do budynku Prokuratury Regionalnej w Białymstoku. Tam usłyszeli zarzuty. – Wszystkie założone cele zostały zrealizowane. Wszystkie dowody, które miały być zabezpieczone, zostały zabezpieczone i przekazane do prokuratury – zapewniał Dobrzyński.
Prokurator nie szczędził pochwał CBA
Śledztwo pod nadzorem białostockiej prokuratury prowadzą funkcjonariusze delegatury CBA w Gdańsku. Prokurator Zbigniew Szpiczko nie szczędził im pochwał. Podkreślał, że bez przesłuchań świadków i analizy dokumentów nie udałoby się zbudować materiału dowodowego. Docenił też profesjonalizm funkcjonariuszy podczas akcji prowadzonej 4 listopada w wielu miejscach kraju.
Zabezpieczone wtedy materiały CBA i prokuratorzy będą teraz analizować. Jak zapowiedział rzecznik, to były pierwsze zatrzymania w tej sprawie, „ale z pewnością nie ostatnie”.



fot. CBA




2
3
14