Przeciętna polska pensja pokrywa tylko około połowy kosztów pogrzebu. W stosunku do zarobków Polacy płacą za pochówek więcej niż Niemcy, Brytyjczycy, a nawet Amerykanie. Tak wynika z raportu „Co się dzieje po śmierci? Branża pogrzebowa oraz koszty pochówku w Polsce”, przygotowanego przez Wojciecha Wyszomierskiego z Warsaw Enterprise Institute. Autor przyjrzał się temu, co czeka rodzinę po śmierci bliskiej osoby: od karty zgonu, przez wybór miejsca na cmentarzu, po podatek od spadku.
Kilkanaście tysięcy złotych za pochówek
Według raportu pogrzeb kosztuje w Polsce od około 8 tys. zł na wsi do 15–17 tys. zł w dużych miastach. Autor szczegółowo policzył koszty w Turku, mieście liczącym około 25 tys. mieszkańców, czyli wielkością zbliżonym do wielu miast w naszym regionie. Wziął pod uwagę katolicki pochówek w pojedynczym grobie ziemnym na cmentarzu komunalnym.
W przypadku tradycyjnego pogrzebu najwięcej kosztują:
- granitowy nagrobek: około 6,7 tys. zł, plus ponad 650 zł za montaż,
- usługa zakładu pogrzebowego: 5 tys. zł,
- stypa dla 40 osób: 2,4 tys. zł,
- ceremonia: 700 zł,
- wykopanie grobu: ok. 550 zł,
- wieniec: 400 zł,
- miejsce na cmentarzu i opłata administracyjna: razem ok. 700 zł.
Łącznie to ponad 17 tys. zł. Kremacja wychodzi niewiele taniej, bo około 16,9 tys. zł. Tańsza jest usługa zakładu, ale dochodzi koszt spopielenia, a nagrobek dla urny w wyliczeniu jest droższy. Według rozmów autora z przedstawicielami branży w dużym mieście trzeba liczyć się z kosztami wyższymi o co najmniej 20 proc.
Zasiłek pokrywa mniej niż połowę
Zasiłek pogrzebowy przez lata wynosił 4 tys. zł i nie był waloryzowany od 2011 roku. Według raportu wystarczał na pokrycie od 23 do 35 proc. wydatków. Od 1 stycznia 2026 roku świadczenie wzrosło do 7 tys. zł. Według autora to nadal mniej niż połowa kosztów pogrzebu, około 41 proc. Po odjęciu zasiłku rodzina z przykładu z Turku musi więc dopłacić z własnej kieszeni około 10 tys. zł.
Raport ostrzega też, że wyższe dopłaty państwa mogą skłaniać firmy do podnoszenia cen. Zasiłek nie przysługuje, jeśli zmarły nie był ubezpieczony ani nie pozostawał na utrzymaniu osoby płacącej składki. W praktyce nie obejmuje więc m.in. osób bezdomnych czy pracujących w szarej strefie. Kto chce dostać pieniądze, musi też udokumentować wydatki imiennymi fakturami.
Autor zwraca uwagę na pogrzeby osób samotnych i bezdomnych, które organizuje gmina. Są skromne i urządzane jak najniższym kosztem, nawet jeśli zmarły przez całe życie płacił składki.
Polskie przepisy jednymi z najsurowszych w Europie
Według raportu jednym z głównych powodów wysokich kosztów jest prawo. W Polsce szczątki i prochy wolno pochować wyłącznie na cmentarzu. Nie można rozsypać prochów ani trzymać urny w domu, więc rodzina zawsze musi wykupić miejsce w nekropolii. Tymczasem w Wielkiej Brytanii czy Hiszpanii urnę można trzymać w domu, a w Czechach i Wielkiej Brytanii wolno rozsypywać prochy np. w lesie albo na morzu. W Japonii prochy można nawet podzielić między członków rodziny.
Autor raportu podkreśla, że rynek cmentarzy przypomina oligopol. Około 66 proc. cmentarzy w Polsce należy do Kościoła katolickiego, a 23 proc. do samorządów. Lokalnie właściciel cmentarza jest praktycznie monopolistą, a nowych nekropolii prawie się nie zakłada, bo wymaga to wielu zgód i jest nieopłacalne. Liczba cmentarzy spada: w 1969 roku było ich prawie 18 tys., w 2019 roku około 16,2 tys.
W raporcie opisano też chaos w przepisach. Nie ma rejestru zakładów pogrzebowych, ewidencji cmentarzy ani nawet jednej ustawowej definicji cmentarza. Przepisy dotyczące branży są rozrzucone po aktach prawnych z różnych epok, od ustawy o grobach wojennych z 1933 roku po... Prawo wodne z 2017 roku.
Kremacja coraz popularniejsza
Jedyną realną drogą do obniżenia kosztów pozostaje dziś kremacja i skromniejsza ceremonia. Kremację wybiera coraz więcej rodzin, zwłaszcza od czasu pandemii. Już w 2022 roku stanowiły one około 40 proc. wszystkich pochówków w Polsce. Dla porównania w Japonii to 99 proc.
Co roku w Polsce umiera około 400 tys. osób. Społeczeństwo szybko się starzeje i według prognoz GUS do 2060 roku liczba zgonów może się zbliżyć do 490 tys. rocznie. Zapotrzebowanie na usługi pogrzebowe i miejsca na cmentarzach będzie więc rosło.
Formalności i podatek od spadku
Raport przypomina, że po śmierci bliskiej osoby rodzina musi najpierw uzyskać kartę zgonu i zgłosić zgon w urzędzie stanu cywilnego właściwym dla miejsca śmierci. Sprawa się komplikuje, gdy ktoś umrze za granicą: sprowadzenie ciała może kosztować nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych i wymaga zgody starosty. Przewiezienie urny z prochami takiej zgody nie wymaga.
Kolejną kwestią jest spadek. Najbliższa rodzina jest zwolniona z podatku, pod warunkiem że zgłosi spadek do urzędu skarbowego w ciągu sześciu miesięcy. Dalsi krewni i osoby niespokrewnione płacą podatek. Autor podaje przykład: osoba niespokrewniona, która odziedziczy mieszkanie warte milion złotych, zapłaci blisko 200 tys. zł podatku.
Co proponują autorzy raportu
Warsaw Enterprise Institute to ośrodek o wolnorynkowym profilu i takie są też jego rekomendacje. Instytut proponuje:
- powołanie instytucji koronera, który wystawiałby karty zgonu i ustalał przyczyny śmierci, odciążając lekarzy rodzinnych,
- liberalizację przepisów: zgodę na rozsypywanie prochów w odpowiednich miejscach, przechowywanie urn w godnym miejscu poza cmentarzem i rozwój ekologicznych pochówków,
- likwidację podatku od spadków i darowizn,
- reformę zasiłku: zamiast stałej kwoty dla wszystkich pełne pokrycie przez gminę kosztów pogrzebu osób najuboższych i nieubezpieczonych.
Autor argumentuje, że państwo wydaje na zasiłek pogrzebowy znacznie więcej, niż zarabia na podatku od spadków. W 2022 roku wpływy z tego podatku (razem z darowiznami) wyniosły 540 mln zł, a zasiłek przy wypłacie we wszystkich przypadkach kosztowałby około 1,8 mld zł.
Te propozycje są jednak dyskusyjne. Przeciwnicy liberalizacji zwracają uwagę m.in. na tradycję i szacunek dla zmarłych, a także na to, że urna trzymana w domu czy rozsypane prochy mogą utrudnić bliskim odwiedzanie miejsca pamięci. Podobnie ograniczenie zasiłku tylko do najuboższych oznaczałoby, że większość rodzin straciłaby wsparcie, które dziś dostaje.
W najbliższych dniach na cmentarze w całym kraju przyjdą miliony osób. Raport przypomina, że za miejscem, w którym zapalamy znicz, stoją nie tylko wspomnienia, ale też spory wydatek i przepisy, o których rzadko się mówi.



fot. pexels




2
3
9