W dobie doniesień o tzw. „patoschroniskach”, redakcja Faktu odwiedziła schronisko Canis w Kruszewie (powiat ostrołęcki), by sprawdzić, jak naprawdę wygląda opieka nad bezdomnymi zwierzętami w placówce prowadzonej z pasją. Wnioski? Nie każde schronisko to miejsce kaźni, ale każde potrzebuje realnego wsparcia.
Schronisko dla zwierząt w Kruszewie to miejsce, które od 23 lat prowadzi pani Wiesława. Podczas wizyty dziennikarzy właścicielka nie kryła, że mimo upływu lat i szeroko zakrojonych akcji czipowania czy kastracji, problem bezdomności zwierząt w regionie nie maleje. Każdego roku do placówki trafia podobna liczba czworonogów, co na początku jej działalności.
Nie każde schronisko to „patoschronisko”
Wizyta w Kruszewie miała na celu pokazanie, że istnieją miejsca, gdzie dobro zwierząt stawiane jest na pierwszym miejscu. W Canis psy, które nie wykazują lęku czy agresji, nie spędzają całego życia w zamkniętych kojcach. Biegają swobodnie po terenie, co ma stanowić namiastkę normalnego domu. Wszystkie zwierzęta opuszczające placówkę są wykastrowane i zaczipowane, co zapobiega dalszemu rozmnażaniu i ułatwia ich odnalezienie w razie zagubienia.
Realna pomoc od gwiazd
W reportażu wystąpiła również Joanna Przetakiewicz, która aktywnie zaangażowała się w pomoc schronisku. Dzięki jej inicjatywie oraz wsparciu jej przyjaciół, do Kruszewa trafiło 3 tony wysokiej jakości karmy, 38 profesjonalnych, ocieplanych bud oraz przemysłowa pralka do prania legowisk i koców.
Przetakiewicz zaapelowała do internautów o „lansowanie się na pomocy”. Przekonywała, że każda forma wsparcia – od finansowego, przez adopcję, aż po zwykły przyjazd do schroniska, by wyprowadzić psa na spacer – jest cenna i buduje poczucie sprawczości.
Mit „biznesu na psach”
Jednym z najważniejszych punktów materiału było odniesienie się do powszechnego przekonania o rzekomych ogromnych zyskach właścicieli prywatnych schronisk. Pani Wiesława przedstawiła twarde dane finansowe. Gmina za przyjęcie psa płaci jednorazowo około 3000 zł. Kwota ta musi wystarczyć na utrzymanie zwierzęcia do końca jego życia.
Biorąc pod uwagę, że niektóre psy przebywają w Kruszewie od 2014 czy 2015 roku, a koszt leczenia jednego tylko psa chorego na padaczkę to kilkaset złotych miesięcznie, właścicielka pyta retorycznie: „Gdzie ten zarobek?”. Placówka funkcjonuje w dużej mierze dzięki wsparciu darczyńców i zaangażowaniu wolontariuszy, którzy promują adopcje w Internecie.
Redakcja Faktu podsumowuje wizytę jako dowód na to, że odpowiedzialnie prowadzone schronisko to przede wszystkim ciężka praca i walka o godność tych, którzy sami o pomoc poprosić nie potrafią.


fot. youtube


![Mróz utrzymuje się. Wojewoda podjął decyzję - dodatkowe kontrole [ZDJĘCIA]](./luba//dane/pliki/zdjecia/2026/m/1.jpeg)

1
2
9
15