2019-05-01T14:42:02+02:00 eOstroleka.pl
Ostrołęka,

Ostrołęka świętuje 15 lat w Unii Europejskiej [WIDEO, ZDJĘCIA]

REKLAMA
fot. eOstroleka.pl
REKLAMA
3
3
17

Wspólnym odśpiewaniem „Ody do radości" Ostrołęka rozpoczęła miejskie obchody 15. rocznicy wejścia Polski do Unii Europejskiej. „Spotkanie z Europą" na scenie przy ulicy Prądzyńskiego było jednym z elementów programu uroczystości zaplanowanych w naszym mieście na kilka tygodni.

Po artystycznej prezentacji w wykonaniu młodych ostrołęckich artystów, uczestnicy „Spotkania z Europoą” wspólnie zaśpiewali europejski hymn, a następnie na scenie zaprezentowali się artyści m.in. Ostrołęcka Scena Autorska, Dziecięcy Teatr Amatorski "Niewidzialni", Zespół Pieśni i Tańca "Kurpie", Zespół Tańca Ludowego "Ostrołęka" i wokaliści Studia Piosenki.

Kultownia zaprosiła najmłodszych mieszkańców do udziału w grze planszowej "Spacerem po Europie".

REKLAMA
Materiał filmowy 1 :

Wasze opinie

STOP HEJT. Twoje zdanie jest ważne, ale nie może ranić innych.
Zastanów się, zanim dodasz komentarz
Brak możliwości komentowania artykułu po trzech dniach od daty publikacji.
~Anna – Kurpiowska Panna, 19:19 01-05-2019,   58%
Dobry wieczór!

Najmilsi! Dzisiaj piękna rocznica 15 lecia Polski w Mumii Europejskiej.  NaPiSałam się nieco nazad temu, jak postrzegam uroczystości rocznicowe w naszem pięknem i rozkwitającem mieście.
Zaiste, szkoda byłoby, aby tak obszerny tekst nie ujrzał ponownie światła dziennego, dlatego wklejam go ponownie...

Moi drodzy!

Słowo wstępne, czyli prolog, zagajenie, albo jak kto woli - przedmowa

Roboty coraz mniej. Dnie coraz dłuższe. Nudzę się jak mops. W początkach maja, moje 7 (słownie: siódme) podejście do matury z polaka. Postanowiłam potrenować nieco PiSanie wypracowań. (Zawsze zawalałam maturę z „polaka” z powodu „ubogiego słownictwa i błędów ortograficznych”, więc przyda mi się taka mała próba przedmaturalna).

Wobec zbliżającej się milowymi krokami piętnastoletniej rocznicy wstąpienia Polski do Mumii Europejskiej, myślę, że na pewno „na polaku” będzie coś o Mumii. Dlatego też, moim swoistym zaczynem do tego tematu, będzie oPiS, jak postrzegam ten wiekopomny dzień w naszym, pięknym, od kilku miesięcy oddychającym wolnością i swobodą mieście.

Niestety, kurna Olek, rozpisałam się tak dalece, że zmuszona jestem podzielić moją radosną PiSaninę na ok. 12 odcinków, co byście mogli strawić ją bez większych szkód dla waszych organizmów. (Postaram się wszystkie części zamieścić  w krótkich odcinkach czasowych, co by redakcja nie przesunęła ich do tyłu).

Aby zaś  nie zgubić wątków poszczególnych odcinków, będę streszczała pokrótce każden poprzedni odcinek.

No to – jazda…


Rozwinięcie, czyli sama esencja

Oprócz odczytów, pogadanek, prelekcji, wykładów, przemów, referatów, bajerów, uroczystej sesji rajców miejskich, rozdawnictwa rowerów, przewiduję dwa szczytowe punkty uroczystości rocznicowych:

1. Inauguracja linii tramwajów wodnych do Warszawy, połączona z oficjalnym otwarciem tężni solankowej i Jurassic Parku.
2. Radosny, rocznicowy korowód ulicami grodu Tępołęka.

Po nastaniu nowej, postępowej władzy w Tępołęce, wszystko poszło jak z płatka. Nowy Włodarz nie zawodzi zaufania mieszkańców Tępołęki. Najpierw oddano do użytku nowoczesną tężnię solankową na Placu Ameb, następnie, w krótkim odcinku czasowym, udostępniono na lewym brzegu modrej Narwi, miejscowym tępołęczanom i przyjezdnym WOS-om, nowoczesny, sterowany komputerowo Park Dinozaurów (ang. Jurassic Park), z krwiożerczym tyranozaurem rexem w roli głównej, oraz najnowszy, zgodny z wyśrubowanymi normami Mumii Europejskiej, śródlądowy port dla statków rzecznych, barek, łódek, łodzi, kryp, motorówek, kajaków, jachtów, żaglowców i tramwajów wodnych.

Rajcy miejscy ustalili, iż w celu ożywienia Starego Miasta i wspomożenia najuboższej części ludności Tępołęki, rodziny wielodzietne, starcy i ucząca się dziatwa szkolna, będą mogli korzystać z atrakcji solankowych i Parku Dinozaurów bezpłatnie, o ile okażą ważny bilet (w przypadku dziatwy szkolnej - legitymacja szkolna) na przejazd tramwajem wodnym do Warszawy.

W sam wiekopomny Dzień Rocznicowy odbędzie się uroczyste, oficjalne uruchomienie linii tramwajów wodnych do Stolycy, z przystankami w Dzbeninie, Kamiance, Ogonach, (małe miejscowości, więc przystanki tylko w opcji "na żądanie"), oraz w Różanie, Pułtusku, Serocku i Zegrzu. Linia miałaby swój kres w Porcie Praskim.

Niestety, „odgrzewany” od lat przez wszystkie opcje polityczne, przed wyborami, "skrót wyszkowski" to tylko mrzonka dla ludzi naiwnych a nieporadnych życiowo, zaś droga lądowa przez Pułtusk, to istna  "droga przez mękę", więc wydaje mi się, iż pomysł z uruchomieniem linii wodnej, jest jak najbardziej realistyczny, godny  poparcia i podziwu.
Odtąd, sama chętnie wybierała będę się na cotygodniowe zakupy do Warszawy, właśnie wygodnym tramwajem wodnym, miast męczyć się w uciążliwych korkach drogowych, wdychając trujące wyziewy spalin z „nieco leciwych” wytworów motoryzacji naszych zachodnich sąsiadów...

Już widzę siebie oczyma duszy, leżącą wygodnie na leżaku, w samym bikini na górnym pokładzie tramwaju wodnego, z torbami pełnymi zakupów, kontemplującą „Drogę na Warszawkę”… A wszystko to w pięknych okolicznościach przyrody kurpiowsko-mazowieckiej… Zaiste, już cieszę się na te atrakcje…

Kon. cz. I.



Streszczenie cz. I.

W cz. I autorka informuje nas o przyczynach i celu napisania pracy, oraz wprowadza nas w pierwsze szczegóły radosnych obchodów rocznicy wstąpienia Polski do Mumii Europejskiej, czyli uruchomienie linii tramwajów wodnych do Stolycy, połączone z otwarciem tężni solankowych na Placu Ameb i Jurasic Parku na prawym brzegu modrej Narwi...


Cz. II.

Następną, sztandarową atrakcją obchodów rocznicowych będzie uliczny, wesoły, spontaniczny, proeuropejski pochód, na Placu gen. Ameb,  który otworzy niezawodna pani Aleksandra, która mimo, iż już nie podlotek, mimo, iż najlepsze, dziewczęce lata ma poza sobą, dumnie dzierży w jednej drobnej dłoni błękitną, gwiaździstą flagę Mumii, w drugiej, drobnej dłoni powiewuje radośnie białą flagą KOD-u (Koryto Obronimy Dzielnie).

Jako dżentelmen, (kindersztuba jeszcze stalinowsko-bierutowska), dając pola młodzieńczej pani Oli, postępuje pół kroku z tyłu, mały ciałem – wielki duchem, kulejąc nieco, ksiądz bernardyn Robaczek, nieustraszony i bezkompromisowy bojownik o wolność, równość, niezawisłość, postęp społeczny, szczęście i lepsze jutro chłopstwa, inteligencji pracującej i uczącej się i ludu pracującego miast, wsi, osiedli i przysiółków. Odkąd Robaczek przeszedł do zasłużonej rezerwy, nawrócił się, wdział habit bernardyński, porzucając szczęście osobiste, całkowicie poświęcił się walce o lepsze jutro polskiego ludu, uciemiężonego przez podstępną PiSowską władzę.

Za panią Aleksandrą i ks. Robaczkiem, następna flaga, tem razem różnokolorowa, bo tęczowa, a z nią bardzo hołubiona przez Mumię Europejską, radosna, roztańczona, roześmiana grupka nowoczesnych, postępowych: pederastów, lesbijek, aborcjonistów, hermafrodytów, feministek, genderowców, antyklerykałów, cyklistów i wojujących ateistów.

Krzyki, harmider, radosny tumult, razgawor, pokrzykiwania, rwetes, śmichy-chichy, istna kakofonia najprzeróżniejszych dźwięków, obrazów i odgłosów… Jakieś niebieskie baloniki na druciku, tęczowe flagi, pszczółki, motylki, piórka, kokardki, piszczałki, cukrowa wata,  jakieś trąby, trąbki, trąbity, cymbały, wuwuzele, fujarki, srałki mieszają się z tem radosnem pochodem.

Zwraca uwagę gęsto owłosion młodzian, (ok. 150 kg żywej wagi), jeno w skórzane stringi odzian, chowający skromnie swoje przyrodzenie we fikuśną „trąbkę”  utworzoną ze stringów. Podryguje radośnie w rytm muzyki, wykonując obfitymi biodrami wiadome, erotyczne  ruchy posuwisto-zwrotne. Publika wniebowzięta – ryk aplauzu, uciechy i żywej, zdrowej  radości co niemiara… Owłosion pan w stringach, kątem oka dostrzega dwóch wymalowanych, upindrzonych panów, też „kochających inaczej”, lubieżnie przełykających ślinę na widok jego tańca godowego. Oj, będzie się działo za chwilę…

Na szczęście, nie będziemy świadkami „dziania się za chwilę”, bowiem wesoła gromadka zniewieściałych panów z wesołym panem w skórzanych stringach na czele, ginie za rogiem ulicy Głowackiego, a przed trybuną honorową maszerują dumnie, w równym ordynku, schłopaczałe panie lesbijki, lubiące zabawić się ino we własnem, damskiem gronie. Większość hmm… „dam”,  wydziergana, wytatuowana kolorowymi wzorkami, głowy wygolone, usta, brwi, nosy, języki poprzebijane, ozdobione kolczykami, nitami, kłódkami i innymi narzędziami ślusarskimi… ciałka nad wyraz obfite… No cóż, patrząc na ich nienachlaną urodę, nie dziwię się, że są zdane same na siebie…  

Cóż widzimy dalej? Ach, to goły pan z pejczem w jednej dłoni, w drugiej dłoni trzyma długą, skórzaną, nabijaną potężnymi ćwiekami smycz, na końcu której, przywiązany do szyi podąża za nim grzecznie drugi goły pan. To już prawdziwy, obraz wyemancypowanych, na wskroś nowoczesnych i postępowych Europejczyków, rodem wyjęty z wesołych, kolorowych marszów berlińskich. Dwaj goli panowie ze smyczą, otrzymują zasłużone gromkie brawa i wyrazy poparcia i sympatii…

Za nimi koleś z kością z kurzego uda w przebitym nosie, za nim następny postępowiec z pokaźną, nieco przeżartą rdzą, kłódką w wardze, z agrafką w pępku, z żyletką w języku, z nitem w brwiach, ze łbem wygolonym „na zero” oprócz różowej kępki na czubie…

Dalej maszeruje kolorowy pan (musi nowoczesny, postępowy genderowiec) w damskich szpilkach i takichż pończochach, co rusz, (z braku wprawy), potykając się na tępołeckim bruku, z „zachęcającym”, godowym pawim piórem w tylnej części ciała, pilnie obserwowany przez, śliniących się lubieżnie MMW, (Miłośników Męskich Wdzięków)…

Kon. cz. II.


Streszczenie cz. II.

W cz. II autorka opisuje początek radosnego, kolorowego korowodu utworzonego na cześć rocznicy Polski w Mumii. Korowód ten otwiera niezawodna pani Ola i ks. Robaczek, za nimi, weseli panowie „kochający inaczej), bo odbytniczo, oraz ekscentrycy z narzędziami ślusarskimi (kolczyki, nity, kłódki, żyletki, agrafki) w różnych częściach  ciała…



Cz. III.

Następnie jakaś młoda pani, wymac***e radośnie plastikowym modelem płodu ludzkiego,  wykrzykując donośnie, że „płód ludzki to nie człowiek, to tylko zlepek komórek”. Ach, tak, tak… teraz poznaję, przeca to znana od wielu, wielu lat, Dobrze Zapowiadająca się Nowa Twarz Postępowej Lewicy – wielce postępowa i nowoczesna Bacha Staracka… Obok Bachy maszeruje dziarsko obrończyni dzików przed odstrzałem, z hasłem mówiącym, iż przeznaczone do odstrzału przez PiSią władzę prośne lochy  noszą w sobie, (w odróżnieniu od kobiet),  nie „zlepek komórek”, lecz „małego dzika”. Ach, to tylko taki mały zgrzyt, taki mały dysonans poznawczy, dodający tylko ludzkich cech, temu wesołemu, postępowemu pochodowi.

Wszyscy skandują gromko i radośnie: „w różnorodności siła”, „każden inny – wszyscy równi”, „miłujmy się”, „precz z nietolerancją”, „niech żyje Mumia Europejska – filar, ostoja i opoka pokoju, równości, postępu, braterstwa ludów i pojednania między narodami”, „precz z katolickiem ciemnogrodem”, „precz z katotalibanem”… Ach, cały Plac Ameb wprost nasiąknięty jest zdrowym, europejskim, rozbuchanym, postępowym erotyzmem i umiłowaniem wolności, równości, tolerancji i postępu społeczno-obyczajowego.

Ale oto oczom naszem ukazuje się portret Słodkiego Pana… Pachnący koko-szanelem, w ząbek czesany, wyżelowany, wydepilowany, wymanikiurowany, wymuskany… Jednem słowem – boski. Tak, tak, moi mili – nie mylicie się, ten boski pan, to Nowa Siła w Polskiej Polityce, Chorąży Pokoju, Mąż (Żona?) Opatrznościowy Polskiej Lewicy, Niestrudzony Szermierz Wolności, Dobrobytu, Postępu i Ogólnej Szczęśliwości, czyli sam Norbert Bie-Drań. Jaki ma program? Program Bie-Drania jest do zaakceptowania przez każdego Polaka: Miłujmy się! Dosyć podziałów! Dosyć kłótni! Dosyć negatywnych emocji! Dosyć nienawiści! Dosyć palenia wenglem w piecach, piekarnikach, ogniskach, kuźniach, piekarniach, picceriach, kurnikach, oranżeriach i elektrowniach. Jak ten program słodki Bie-Drań wdroży w życie? To proste jak sznurek w kieszeni: opodatkować klechów, wyprowadzić religię ze szkół, zlikwidować klauzulę sumienia, Kościół wepchnąć do kruchty, renegocjować konkordat, wprowadzić śluby dla pederastów i lesbijek, środki antykoncepcyjne w każdem kiosku, no i sztandarowy postulat mający za zadanie skonsolidowanie i zjednoczenie polskiego społeczeństwa: zabijanie trzymiesięcznych dzieci w łonie matki - na żądanie! W ten prosty, genialny a skuteczny sposób, słodki pan Bie-Drań zlikwiduje raz na zawsze podziały, rozłamy i złe emocje targające polskim społeczeństwem, a Polska będzie ino świecka, kolorowa i tęczowa, czyli szczęśliwa, mniodem  i mlekiem płynąca.  Zaiste, Norbert Bie-Drań - to geniusz polityczny.



Streszczenie cz. III.

W części III widzimy Bachę Staracką z modelem płodu ludzkiego  i jej postępowe hasła o „płodzie ludzkim jako „zlepku komórek”, oraz Nadzieję Lewicy czyli portret słodkiego Bie-Drania i aplauz jaki wywołało pojawienie się jego podobizny na tępołęckim bruku…




Cz. IV.

Za pederastami, lesbijkami, feministkami, aborcjonistami, genderowcami, wojującymi ateistami, antyklerykałami i innem, tem podobnem, rozbawionem, radosnem i roztańczonem, kolorowem towarzystwem, zupełne przeciwieństwo, zupełna antypoda: maszerują zupełnie bez życia, bez zacięcia bez radości na twarzach, żadnych tatuaży, żadnych nitów w brwiach, żadnych kolczyków w wargach, żadnych stringów, żadnych wygolonych „na Irokeza” łbów - jacyś ponuracy płci obojga. Tak, tak, moi mili, dobrze dedukujecie, to PiSowcy, katole, nacjonaliści, prawicowcy… jednym słowem – zacofany, średniowieczny ciemnogród – to prawdziwy rezerwat lat dawno minionych.

Organizatorzy przemarszu to jednak zawodowcy. Celowo puścili na przedzie, radosną, rozśpiewaną, roztańczoną, kolorową, postępową grupę, a później prawicowych, smętnych smutasów, aby uwidocznić nam olbrzymi kontrast między radosnym obozem pokoju, pojednania i europejskiego postępu skupionego wokół Mumii Europejskiej a obozem zacofania, reakcji, wstecznictwa, kołtunerii, ciemnogrodu i ubóstwa duchowego skupionego wokół Kościoła katolickiego.


I oto mamy nowy kontrast: za słusznie wyszydzanym, wydrwionym i żegnanym gwizdami obozem prawicowego, wszetecznego oszołomstwa, nadzwyczaj pięknie i dorodnie prezentuje się następna grupa: to spaleni południowem słońcem, ogorzali, śniadolicy, uchodźcy wojenni z Syrii, Sri Lanki, Pakistanu, Libii, Konga, Burkina Faso, Zielonego Przylądka, Jemenu, Mezopotamii, Anatolii, Kapadocji, Pontu, Lepantu, Azji Mniejszej, Frygii, Smyrny, Tracji, Cyreny, Cylicji, Galacji, Epiru, Permagonu, Pamfilii, Tessali, Cyrenajki,  Egiptu, Libii,  Arabii,  a nawet z ginącej w piaskach pustynnych Nubii, Czadu i pozostałych krajów Lewantu… Chłop w chłopa, młode toto, rosłe, dorodne, dziarskie, wypasione, dobrze odżywione, dobrze ubrane, dobrze zbudowane, na rękach błyszczą w majowym słońcu, złote, szwajcarskie Certiny, Cymy, Delbany, Doxy, Longinesy, Tissoty, a zdarzają się nawet Patki i Rolexy, w  rękach dzierżą dumnie smartfony najnowszej generacji, oraz karabinki automatyczne kałasznikowa, (tyż najnowszej generacji). Białe, zdrowe zęby, niczym kość słoniowa, błyszczą oślepiającymi refleksami w wiosennem słońcu… Lśnią cudownie ciemne ciała naoliwione oliwką z oliwek, niczem czarny heban madagaskarski…  Maszerują dziarsko, raźnie, zawadiacko, spoglądając lubieżnie na dorodne Laszki, licznie zgromadzone na trasie tego radosnego przemarszu. Więcej czadu, krzyczą – więcej czadu! Ech, chłopaki-zawadiaki…
Starsze, stateczne matrony na ten widok, dostają spazmów szczęścia i rozkoszy, młode panny i nieopierzone podlotki bezwiednie sikają w majtki… Błogość – rozkosz – ekstaza - uniesienie…

Za uchodźcami wojennymi widzimy piękny, niesiony przez radosną młodzież tępołęcką, umajony zielonymi girlandami brzózek i polnego kwiecia, portret komandira mumijnego Junkersa nawalonego jak Messerszmit, dalej widzimy spoglądającego chytrze, ponuro, mściwie, spode łba, naszego rodzimego cysorza Europy – Ryże… ups. Chyżego Ruja, (protegowanego Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego i Marchii Brandenburskiej) i przyjaciela Polski, Polek i Polaków, komandira Timmermansa – Nieliczna, lecz zaiste, pięknie prezentująca się portretowa grupa, otrzymuje zasłużone, gromkie brawa.

Nieco z tyłu, jakby lekko przyczajony,  przygarbiony, szczerzy mleczne zęby w kretyńskim uśmiechu capitano Crettino Schettino, pseudo konspiracyjne - Szrek. (To ten klient, który kilka lat temu wprowadził wycieczkową „Costa Concordię” na przybrzeżne skały u brzegów włoskiej Ligurii. Ach, najmilsi, trzymajmy kciuki, aby ten zuch,  nie wprowadził naszego dumnego kraju na niebezpieczne skały i rafy).


Streszczenie cz. IV.

W tej części widzimy, czem byłaby Polska, gdyby nie przynależność do Mumii. To smutasy – bezbarwny, katolicki ciemnogród, zacofanie, kołtuneria, ubóstwo ducha, mentalne kalectwo, wszeteczeństwo i reakcja. A za nimi – kontrast: wesoła, opalona, dziarska, dobrze odżywiona i kolorowo ubrana grupa uchodźców wojennych z wszystkich zakątków świata. Serce rośnie na ten widok…
Za uchodźcami wojennymi – Trzech Tenorów + capitano Crettino Schettino, ps. Szrek, czyli zuch, który doprowadził do zatonięcia… nie… nie… nie… moi mili, Crettino Schettino zatopił statek wycieczkowy Costa Concordia u wybrzeży Włoch,  a nie Polskę…



Część V.

Za Wielką Trójką i cpt. Crettino Schettino, nieco na uboczu (wiadomo - prostota, skromność takt i umiar, to cnoty królów), widzimy niesiony z nabożną czcią i wielkim szacunkiem portret ostrzyżonego „na jeża”, pociesznego człowieczka w czerwonych binoklach z olbrzymiem kolczykiem w małżowinie usznej, a nad portretem hasło obowiązujące w postępowej Polsce i zatwierdzone dyrektywą mumijną nr  234/ME/2018-2,5&-56Rt, jako obowiązujące już na terenie całej Mumii Europejskiej -„Rupta co hceta”. (No cóż, dziatwa szkolna w myśl zatwierdzonego hasła, robi co chce, za nic mając sobie pobieranie nauk w szkołach i „olewając” ojczystą ortografię).  Za hasłem „Rupta co hceta”, widzimy następne hasło „Santo Subito”, a dalej „Jurek półbogiem, (z perspektywą na całego boga)”, „Kto nie z Jurkiem - ten nie Polak”, „Jurek - jedyny uzdrowiciel polskiej służby zdrowia”, „Jurek - mąż opatrznościowy polskiej młodzieży”, „Kto nie da datku na postępowego WOŚPa, tego czeka okrutna chłosta”, „Nie dałeś symbolicznego złocisza na jurkowego WOŚPa, czeka cię zasłużona chłosta”, „Komu święte WOŚP się znudziło, ten dostanie kopa w ryło”, „Nie podoba ci się czerwone WOŚP serduszko? – zostaniesz wytarmoszony za nieprawomyślne uszko”,  i takie tam… Zasłużone, niemilknące owacje na stojąco, (ang. standing owejszen)… (Tylko jeden obrzydliwy malkontent, (w każdej grupie znajdzie się odszczepieniec,  złoczyńca)  wyłamał się z tego pełnego uwielbienia tłumu - stojąc na skraju chodnika, dzierży w dłoni transparent z ohydną, pełną mowy nienawiści, treścią - „Jurek-ogórek – kiełbasa i sznurek”, ale rychło w czas, został spacyfikowany przez siłowe organa stojące na straży pokoju, porządku i postępu społecznego).

Cóż tam dalej widzimy?  Las białych róż. Tak… tak… To maszeruje najbardziej postępowa i pokojowo nastawiona awangarda ludu polskiego – to UBywatele Najjaśniejszej PRL. Każden z UBywateli radosny, promienny, czarujący, uroczy – w dłoniach biełyje rozy… To Oni, Polaku, wzięli na swoje barki główny ciężar walki z antydemokratycznym reżimem PiSowskim, to oni codzienną monotonną i wytrwałą służbą, narażają swoje zdrowie a nawet życie, abyś ty Polaku żył w wolnej, niepodległej i suwerennej Polsce… Dlatego cześć wam, honor, chwała, podziw i uwielbienie, nasi kochani UBywatele! Polaku, który cenisz sobie wolność, Konstytucję i swobodę, widząc niezłomną, pokojową, bezkompromisową i nieugiętą walkę KOD-orastów i UBywateli PRL, przystań na chwilę, zdejmij czapkę z głowy, pochyl głowę w serdecznej podzięce, przyłóż dłoń do serca, gdyż to dzięki tym ofiarnym, nie baczącym na swoje szczęście osobiste i wolność ludziom, będziesz żył w wolnej ojczyźnie bez cierpienia, bólu i krat…

Nagle, jak Deus ex machina, wystrzeliły w niebo dźwięki „Biełyje rozy, biełyje rozy, biezzaszczitny szipy. Szto s nimi sdiełał snieg i marozy, ljod witrin gałubych
Ljudi ukrasiat' wami swoj praznik lisz na nieskolka dniej
I astawliajut' was umirat' na biełam chałodnam aknie” i równocześnie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wystrzelił w górę przepotężny las białych róż… Publika skanduje – KON-STY-TUC-JA!  KON-STY-TUC-JA! KON-STY-TUC-JA!… Ach, UBywatele Najjaśniejszej PRL to nad wyraz zdyscyplinowana grupa, trzymana krótko za pyski przez głównodowodzącego, starszego, ale jeszcze dziarskiego jegomościa z capią bródką i przebiegłymi, rozbieganymi oczkami. Serce rośnie – moi mili… Jestem spokojna o swój byt, los i rozwój. Polska nie zginie, bo zginąć nie może, mając tak ideowych, zdeterminowanych, bezkompromisowych, oddanych sprawie  obrońców…

Za UBywatelami, następna postępowa grupa, następni niestrudzeni szermierze wolności, niezawisłości i postępu. To grupa kobieca. To nasze ukochane, drobne, kruche, filigranowe kobietki: nasze babcie, matki, córki, siostry, wnuczki, narzeczone, kochanki, konkubiny… Wszystkie ubrane skromnie - na czarno, w rękach dzierżą modne, czarne parasolki, wieszaki… Oczy dumnie utkwione w dal… Na transparentach jakże słuszne postępowe, europejskie hasła „Piekło kobiet trwa", „Moja wagina, nie twoja broszka”. „Brak legalnej aborcji zabija", skandują donośnie: „Polki walczące, są nas tysiące", „Chcemy edukacji, nie indoktrynacji", „Precz z klechistanem”. Grupa delikatnych, filigranowych kobietek otrzymuje zasłużone oklaski…


Streszczenie cz. V.

W cz. V widzimy z jak nabożną czcią jest witany portret niepozornego człowieka w czerwonych binoklach i jaki aplauz temu towarzyszy. (Hasło „Santo subito” – w odniesieniu do pana w fikuśnych binoklach - jak najbardziej pożądane). Niestety w ten sielski obraz wkradł się też niemiły zgrzyt. Jakiś niegodziwiec zakłócił tę idyllę wystawiając transparent pełen jadu i nienawiści: „Jurek-ogórek – kiełbasa i sznurek”. Za „Jurkiem Sie Ma”, widzimy awangardę ludu polskiego walczącego z zamordystycznym reżimem PiSowskim, czyli UBywateli PRL oraz przemiłe, postępowe kobietki z tzw. czarnego protestu…


Cz. VI.

Kto następny zbliża się do trybuny honorowej? Ach, raduje się serce moje i dusza ulatuje ku wyżynom błogosławionego szczęścia i nieziemskiej rozkoszy – to olbrzymi, zajmujący pół szerokości jezdni na Placu Ameb wizerunek Janka Kosa, w brawurowo zagranej roli, arcybiskupa Klera. Janek Kos, co prawda, czas swojej świetlanej młodości ma dawno poza sobą, (ach, gdzież się podział ten uroczy, słodki blondasek z zawadiacko podkręconą czuprynką, gdy dowodził bohaterską załogą, czołgu Rudy 102), lecz zaiste, jeszcze dzisiaj, gdy czuprynka znacznie przerzedzona, scerba między zębiskami powiększona, i parę kilogramów nadwagi, w arcybiskupiej purpurze prezentuje się nadzwyczaj nobliwie, ujmująco i statecznie. To Wielgi Aktor! Rozentuzjazmowane starsze panie, podbiegają, całując z szacunkiem podobiznę abp Klera w pierścień biskupi, aż Straż Magistracka musi je odciągać siłom fizycznom, bo całkiem by umalowały Klera swojemi lipstikami. Młode dziewczęta i nieopierzone podlotki, patrzą nań z nabożną czcią i cielęcym wzrokiem, jak w święty obrazek, roniąc łzy przeczystego szczęścia. A nad abp Klerem, w złotej oprawie widnieje jakże piękne, postępowe i europejskie hasło, wymalowane potężnymi bukwami przez nareszcie oddychających wolnością i postępem pracowników Tępołeckiego Centrum Kultury: NASTAŁA NOWA ERA – KATOLICKI CIEMNOGRÓD PRECZ! - TĘPOŁĘKA KŁANIA SIĘ W PAS MURGRABII RYBITWIE ZA POSTĘPOWEGO EUROPEJSKIEGO KLERA. Pobudzona publika skanduje: dość PiSowskiej cenzury, dość zakłamania, dość hipokryzji, dość ciemnogrodu, dość  katechetów, chcemy mieć wybór! Precz z gangiem katechetów! Niemilknące oklaski! Oklaski! Oklaski!

Za grupką z portretami do trybuny zbliża się chyba najliczniejsza grupa – to modni ostatnio rekonstruktorzy historyczni, nasi wschodni sąsiedzi, bracia i przyjaciele, (takie „trzy” w „jednem”). Ubrani licho, siermiężnie, (buty z łyka i wojłoku, bufoniaste hajdawery, zgrzebne, samodziałowe kubraczki i lniane koszuliny), ale każden to chłop w chłopa, łby wygolone, czachy dymią, wąsiska sumiaste, w zębiskach długie dymiące nargile, lica zapadłe, usta zaciśnięte, ino w oczach żar, namiętność i ogień… Maszerują według wojskowego drylu, w równym ordynku, krok w krok, na potężnych karkach broń rekonstrukcyjno-historyczna: widły, cepy, siekiery, szpadle, piły, kosy, piki, halabardy, grabie, szpikulce, motyki, banalne noże kuchenne, maczugi, rohatyny, sulice, a nawet kołki z płotów… Śpiewajom ichnie tęskne dumki, a nad ich głowami powiewują Bandery… Bandery… Bandery… las Banderów… Nagle, na komendę prowadzącego tę grupę rekonstrukcyjno-historyczną  prowidnyka, „sprawżniu zbroju”, lśni równo bagnet i broń, a z setek gardeł, rozlega się potężny ryk - „herojam sława!” – licznie zgromadzona publika aż pobladła i przysiada z wrażenia, kilka szyb (w tym w gabinecie samego murgrabiego Rybitwy) wylatuje z ram, a wszystkie wrony w promieniu pół kilometra od Placu Ameb, powypadały z gniazd…


Streszczenie cz. VI.

Część ta przenosi nas w samo centrum radosnego pochodu. To apogeum euforii i uwielbienia. Oto przez trybuną honorową miejscowa, wdzięczna ludność, niesie podobiznę Janka Kosa w roli arcybiskupa Klera. Kobiety mdleją z wrażenia, usiłują całować pierścień arcybiskupi, sikają w majtki… Za Klerem – grupa rekonstrukcyjno-historyczna zza Sanu w pełnym rynsztunku bojowym (siekiery, widły, grabie, piły, kołki z płotów)… Zaiste, piękna grupa robiąca piorunujące wrażenie na tępołęczanach, szybach magistrackich i… wronach.


Cz. VII.

Murgrabia Rybitwa cały w skowronkach. Dotąd nie był postrzegany jako człek nadzwyczaj impulsywny, radosny, emocjonalny czy temperamentny… Teraz, jakby dostał nowych sił witalnych. Już wie, że to jego przysłowiowe „pięć minut”. Wie, że rocznicowym pochodem, wytrącił opozycji ostatni oręż z rąk i zaskarbił sobie dozgonne umiłowanie, prostego lecz zacnego ludu kurpiowskiego. Wszyscy tępołęccy obywatele, od noworodka w kolebce, po zgrzybiałego starca, będą wielbić (wprost ubóstwiać) jego rządy. Toteż, na widok tego radosnego, kolorowego, rocznicowego korowodu, pojaśniało mu lico, grymas zadowolenia, niewysłowionego szczęścia, rozkosznego ukojenia i błogiej ekstazy  przebiegł przez szlachetne oblicze murgrabi. Zaiste, nie mógł powstrzymać narastających emocji: żywiołowo i z młodzieńczym wdziękiem zeskoczył z trybuny honorowej, (przecież pan murgrabia ani nie jest już młodzieniaszkiem, ani nie ma postury sportowca gimnastyka), podbiegł rączo do masztu stojącego przed budynkiem Magistratu, jednym ruchem ręki zerwał z niego błękitną flagę Mumii Europejskiej, entuzjastycznie powiewając nią i pozdrawiając europejskiech pochodowiczów.

Jego kapciowy, niejaki Koń-Don-Walski z Grodu Królewskiego Tępołęka, (Koń-Don – to na cześć jego konia, który jako pierwszy w dziejach, przepłynął wpław rzekę Don w dalekiej Rasiji, a Walski - to z powody znęcania się (walenia) nad koniem), osobnik o fizjonomii i usposobieniu karzełkowatego, pokracznego gnoma, z radosnego podniecenia aż popuszcza w portki, a na łysem czerepie z nieziemskiego szczęścia występują mu potężne, fioletowe sploty żylne. Brawo… brawo… bravissimo – skrzeczy upiornym dyszkantem, co raz podskakując z uciechy na swoich krótkich, pokracznych nóżętach i popuszczając w portki.

Szara eminencja Magistratu,  niejaki Kaszana z Kadeelmana, za nic mając powagę piastowanego urzędu i dostojny wiek, ze szczęścia niepojętego całuje tępołęcki bruk  i w geście błogiego uwielbienia, nie bacząc, iż jest to wytwór niesławnej pamięci gangu katechetów i jego konkurenta w biznesie, błogosławi w serdecznej męce, każdy wybój, każdą dziurę, każdą „zmarszczkę”  na tymczasowej przeprawie przez Narew…



Streszczenie cz. VII

Radość niezmierzona murgrabi Rybitwy, popuszczanie w portki Koń-Don-Walskiego i czołobitność Kaszany, to główne wątki przewijające się przez cz. VII…


Cz.VIII


Całość, uwijając się jak w ukropie, kameruje zacny, popularny i lubiany w Tępołęce, pan Kamera. Mimo, iż samouk, kamerowanie  nie ma dla niego żadnych tajemnic. Kręci swoją celuloidową kamerką „na korbkę” z połowy lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku (najnowszą lustrzankę sprzedał z powodu trudności finansowych), z perspektywy żabiej, ptasiej, ukośnej, operując „zoomem” i balansem bieli, niezgorzej niż, już to łódzki, już to hollyłódzki zawodowiec…

On już wie, że dzień rocznicowy będzie jego dniem. Film z tego wiekopomnego wydarzenia na trwałe zapisze się złotymi zgłoskami w kinematografii europejskiej (kto wie, czy nawet nie światowej?), i będzie pokazywany jako wzór dobrej filmowej roboty w Łódzkiej (a być może nawet w Hollyłódzkiej) Filmówce, dając panu Kamerze oprócz niesamowitej a całkowicie zasłużonej sławy, hołdów, honorów i zaszczytów, również przyziemne profity, czyli znaczną, żywą gotówkę, (której jak wiedzą mieszczanie tępołęccy, pan Kamera potrzebuje jak - nomen omen -  Kania dżdżu).

Ach, jak ten czas szybko leci. Ani spostrzegliśmy się, jak do trybuny honorowej zbliża się ostatnia grupa – mrużę oczy – wytężam wzrok – tak, tak, nie mogę się mylić: organizatorzy rocznicowego pochodu stanęli na wysokości zadania – to piękny akord przemarszu, to swoista „wisienka na torcie” – otóż, ostatnią grupę tego radosnego korowodu stanowi Trzech Tenorów. W złocistych promieniach, zachodzącego, majowego słońca, maszerują radośnie z promiennymi uśmiechami na przystojnych, męskich ustach: poseł Rumiany z Uśników, senator Malarz z Kętrzynów i eksmurgrabia Jaśko z Rozogów. Każdy z nich dzierży w dłoniach atrybut swojej władzy: poseł Rumiany w twarzowym, rekonstrukcyjno-historycznym kaszkiecie z okresu Xięstwa Warszawskiego, przytula do piersi, piękny bukiet, skromnych, polnych rumianków, senator Malarz, mimo słusznego wieku, dźwiga oburącz potężną,  dwudziestopięciokilogramową baryłkę z „farbą białą emulsyjną na bazie spoiwa akrylowego z dodatkiem wysokiej jakości wypełniaczy”, (nie współczujcie jemu, moi kochani, nie współczujcie – to tylko pięknie wykonana przez uzdolnioną plastycznie dziatwę szkolną, atrapa baryłki z lekkiego jak piórko styropianu), zaś Jaśko z Rozogów, taszczy ze sobą jakąś potężnych rozmiarów torbę z typowymi gruzińskimi „robaczkami” miast cywilizowanych, łacińskich liter.

Wokół nich, spora grupka rozbawionej, szczęśliwej, rozhukanej dziatwy szkolnej. Dotykają Tenorów, oglądają ich z bliska, robią sobie pamiątkowe fotki… Uśmiechów, radosnego zamieszania, tumultu, żartów, figlów i zdrowych, europejskich facecji, co niemiara…
Lecz cóż to? Cóż to? No tak, teraz, gdy Trzech Tenorów jest bliżej trybuny honorowej widzę, że to nie oryginały, że to tylko przebierańcy, że to tylko pięknie wykonane kukły tych zacnych osobistości życia lokalnego. To uzdolniona plastycznie młodzież tępołęckich szkół i internatów, w ramach włączenia się do rocznicowych obchodów, wykonała te zaiste artystyczne, pięknie prezentujące się kukły.

Najmilsi! Aplauz, owacje i żywiołowe wiwaty przekraczają wprost ludzkie wyobrażenia. Publika wprost oszalała: to nie jest już szczęśliwa, pijana radością, upojona muzyką, masa ludzka, to jest jedna wielka feeria: ekstazy, uwielbienia, błogości i nieziemskiej nirwany…


Streszczenie cz. VIII.

Co widzimy w tej części? Niesłychaną radość i wielkie podekscytowanie zacnego pana Kamery z powodu udanego rocznicowego przemarszu, oraz ostatnią już, ale jedną z najbardziej hołubionych i wdzięcznych grup rocznicowych, czyli bardzo popularnych w Tępołęce Trzech Tenorów…


Cz. IX

Nawet stojącej skromnie na skraju trybuny honorowej, umieszczonej wi za wi pomnika patrona placu gen. Ameb, w moherowym berecie, w całkiem gustownej i twarzowej wiosenno-letniej sukienusi w białe grochy i tiulowej apaszce zawadiacko przewiązanej wokół szyi,  Annie – Kurpiowskiej Pannie, udziela się ten niesamowity, nieziemski, postępowy nastrój. Anna, dotąd postrzegana  jako nudny odludek, jako dziewczyna, wiecznie „skwaszona”, samolubna, zamknięta w sobie, oschła, posępna, nieżyczliwa rodzajowi ludzkiemu, wprost – jadowita, wredna żmija, taka co to „dziurki nie zrobi a krew wypije”, teraz, słysząc rozlegające się z głośników umieszczonych na budynku Magistratu cudowne „miała matka syna, syna jedynego, chciała go wychować na pana wielkiego”…, najpierw, jakby „niemrawo”, nieśmiało, dyskretnie, (co ludzie powiedzą?) przytupuje do taktu czubkiem swojego, niebieskiego pantofelka firmy Gino Rossi, później, w miarę następnych akordów muzyki,  już zupełnie traci panowanie nad swoją dziewczęcą skromnością i rozbuchanymi zmysłami – idzie na całość: żywiołowo, trzymając w ręku rąbek sukienusi, odsłaniając nieco falbaniastą, różową haleczkę, całkiem wdzięcznie, uroczo, kokieteryjnie i z gracją (kto by się po niej spodziewał?) podrygując kusząco a zalotnie, rusza w upojne tany…

„Niech żyje wolność, wolność i swoboda, niech żyje zabawa i dziewczyna młoda”, rozlega się wokół, z magistrackich głośników, a rzewne te dźwięki niosą się po tępołęckich zaułkach, by uwolnione od ciasnoty miejskich murów, przekraczając modrą Narew, nieść się hen daleko, pośród kurpiowskich niw, pól, łąk i lasów, niknąc gdzieś daleko, gdzieś na niebios progu…

Euforia sięga szczytu budynku Magistratu. Nawet ptaszki-laszki-kręgolaszki pośród dorodnych sosenek na Placu Ameb świergocą swoje trele na melodię „Ody do radości”. Nawet powiewający od przeczystej Narwi, cieplutki, wiosenny zefirek, jakby szumiał w takt „wszyscy ludzie będą braćmi, tam gdzie twój przemówi głos”… Wszystkie ptaki, wszystkie wiaterki, wszystkie płazy, wszystkie zioła, cała przyroda o radosnej rocznicy dzisiaj woła…

Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, wszystkie tępołęckie kościoły oszalały. Dzwony na przykościelnych campanilach, ogłaszając radosną rocznicę obecności Polski w Mumii Europejskiej, niosą swe dźwięki aż po krańce cywilizowanego świata.  Bim-bam… Bim-bam… rozlega się po okolicznych zaułkach… Bim-bam… Bim-bam, odpowiada im radosny chór uczestników jubileuszowego pochodu…


Streszczenie cz. IX

Cz. IX w całości poświęcona jest głównej bohaterce tego reportażu a mianowicie skwaszonej, wrednej, jadowitej żmijce, Annie - Kurpiowskiej Pannie, która jednakże pod przemożnym wpływem radosnego, kolorowego, postępowego, proeuropejskiego orszaku rocznicowego doznaje –  podobnie jak Szaweł w drodze do Damaszku - olśnienia i nawrócenia, stając się dziewczyną sympatyczną, ciepłą, pełną zniewalającego wdzięku, uroku osobistego, powabnie pląsającą na trybunie honorowej, która jednako nie spodziewa się, jak okrutnie może być potraktowana przez obleśnego osobnika Koń-Don-Walskiego, stojącego na trybunie honorowej…


Cz. X.

Koń-Don-Walski, skupiający w sobie najgorsze cechy ludu, indywiduum o fizjonomii i usposobieniu karzełkowatego gnoma skrzeczy, strasząc pustymi zębodołami  „Cyt. wszyscy, czyli kto? Cyt. Kto, czyli wszyscy?”, Cyt. Ja, czyli kto?, Cyt. Kto, czyli ja?”, Cyt. Tacy, czyli jacy? Cyt. Jacy, czyli tacy?”, „Cyt. Wy, czyli kto?”, „Cyt. Kto, czyli wy?”, „rozmawiaj merytorycznie”, „Ałdyt, ostry, ałdyt przeprowadzony przez niezależne podmioty wykaże wszelką dwunastoletnią zgniliznę gangu katechetów… Ałdyt, panie  murgrabio, no kurna Olek, ałdyt… ałdyt… panie murgrabio słyszysz mnie? Ałdyt… kurna, ałdyt… Panie murgrabio, jak nie zrobisz ałdyta i nie powywalasz katechetów z Magistrata, to się pogniewam na ciebie… Panie murgrabio, przeca obiecałeś ałdyt… ałdyt… Ostry, słyszysz mnie? – ałdyt, ałdyt”…

Gnom ze złości tupie nóżętami, podskakuje, co raz popuszcza w portki – ałdyt… ałdyt… ałdyt… rozliczyć Pisiorów, rozliczyć Pisiorów, wywalić ich… ałdyt… ałdyt… rozliczyć Pisiorów – to priorytet, bez rozliczenia Pisiorów nie ma rządzenia w mnieście… Murgrabio, kurna, rozliczaj, pedam ci – rozliczaj! Rozliczaj!”, „co z temczasowom przeprawom? Rozliczyć temczasowom przeprawe… zrobić niezależny ałdyt”… kurna pięć milionów dukatów dodatkowo z naszech podatkow… ałdyt… ałdyt”, „kołki wiklinowe  w temczasowej przeprawie insze som niż mniały być”
Ałdyt… ałdyt… ałdyt… - skrzeczy upornie  jak dogorywająca ropucha… Jest już zupełnie blisko, niezdającej sobie sprawy z niebezpieczeństwa, pląsającej wesoło, zalotnie, kusząco, powabnie a uwodzicielsko Anny – Kurpiowskiej Panny. Już wyraźnie widać jego puste, przeżarte szkorbutem dziąsła i nienawistne, kaprawe oczy… „Ałdyt, ałdyt wszystko wykaże”, „Murgrabio, rozliczać… rozliczać dwunastoletnie rządy katechetów”… Już zbliża się do twarzy Anny… Już tryska ohydnym, zaplutym jadem i gęstą, lepką śliną na delikatną, dziewczęcą, pokrytą dyskretnym makijażem twarz Anny…
- Precz, precz, gnomie… Precz… Ratunku… Ratuuuunku!!!



Streszczenie odcinka X.

Odcinek ten jest tak straszny, że nie mam siły nawet go streszczać… Bez zbędnej zwłoki przechodzę więc do odcinka XI (i zarazem przedostatniego), w którym intryga zostanie rozwiązana i wszystko się wyjaśni…


Cz. XI.

Uff… Anna – Kurpiowska Panna, jak rażona piorunem, zrywa się z mokrej pościeli, uderzając głową w drewnianą  powałę sklepienia swojego skromnego pokoiku, drżącymi rękoma sięga po trzymane na podorędziu fiolki z tabletkami relanium, łykając fiolkę „bez popitki”, tak jak „bez popitki” popija swoją ulubioną mioduszkę – Dar Puszczy Kurpiowskiej i… starosty. Serce jej jest bliskie szaleństwa – jeszcze trochę, a z trwogi wyskoczy jej z piersi… Temperatura krwi - bliska wrzenia… Puls? - oszalał. Koszula nocna to istny „gnój” – można ją wyżymać. To straszna dychotomia dla Anny: najpierw tak wspaniałe marzenia senne, związane z kolorowym, radosnym, wolnościowym, proeuropejskiem korowodem pederastów, lesbijek, aborcjonistów, genderowców, ateistów i tym podobnego, wesołego, postępowego towarzystwa, zawiązanym na cześć piętnastolecia Polski w zasuszonej i rozpadającej się w oczach Mumii Europejskiej, a na drugim biegunie, okrutny koszmar senny z jakimś pokracznym, zaplutym gnomem, Koń-Donem-Walskim z Grodu Królewskiego Tępołęka…

Anna, cała drżąc jak w febrze, potykając się na przyzbie, uderzając głową o powałę, podchodzi „na bosaka”, w mokrej od potu, zgrzebnej koszulinie nocnej, do okna,  pozostawiając na glinianej polepie, wyraźne mokre plamy od spoconych, drobnych stóp… Powoli, powoli, uspokaja się... Wstaje świt… Dnieje… Widzi zieleń kurpiowskiej niwy, błękit majowego nieba, sznur dostojnych, przelatujących z klangorem łabądków,  dzikiego zwierza pomykającego chyłkiem do wodopoju, urzędników magistrackich udających się do biur i urzędów, robotników śpieszących się na zmianę do fabryk, rolników jadących swoimi ciągnikami na pola i ugory, młodzież maszerującą dziarsko do szkół, dumnych WOS-ów sunących do Tępołęki na targ w wypasionych produktach niemieckiego przemysłu motoryzacyjnego jeszcze z ubiegłego wieku… Słyszy radosne trele ptactwa uwijającego się wśród wiosennego listowia, gruchanie gołąbków skrzydlatych które uwiły sobie gniazdko na kalenicy jej domu, godowe kumkanie żab, traszek, salamander, rzekotek nadrzewnych, ropuch szarych i kumaków… Serduszko Anny wchodzi w normalny rytm pracy, puls opada, oddech wyrównuje się… Koszmar senny powoli mija…


Streszczenie cz. XI

W tej części, moi mili, wszystko zostaje rozwiązane. Okazuje się, że zarówno linia tramwajów wodnych Tępołęka-Warszawa, (via Różan-Pułtusk-Serock-Zegrze), Jurassic Park, tężnie solankowe na Placu Jenerała Ameb, jak i radosny promumijny korowód, to tylko marzenia senne Anny – Kurpiowskiej Panny…


Cz. XII i niestety (stety?) ostatnia.


Zakończenie, czyli epilog, albo szczęśliwy finał

Ja, Anna – Kurpiowska Panna, ten rozkoszno-koszmarny sen śniłam, psiwo kozicowe i szlachetną mioduszkę piłam, a co zapamiętałam, tutaj pokrótce i nieudolnie, ku pokrzepieniu i rozweseleniu dusz, ciał i serc, prozą  i częstochowskim, grafomańskim, topornym  rymem oPiSałam…


Copyright by Anna – Kurpiowska Panna. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i rozpowszechnianie bez zgody autorki  - surowo wzbronione…




odpowiedz   •   oceń :  
~Jechać wariatkę, 20:16 01-05-2019,   50%
@~Anna – Kurpiowska Panna Wyjazd ruski trolu - znowu same głupoty, których nie da się czytać. Wybieramy Unię Europejską a nie Putina - lecz się bo naprawdę masz nieźle zryty berecik. Jak ci się Unie Europejska nie podoba to wyprowadź się na tereny matuszki Rassiji i tam sobie goń Unię (tylko weź buty bo ostatnio Urząd Statystyczny Rassiji podał dane, że przeciętnej rodziny nie stać tam rocznie nawet na dwie pary butów).
odpowiedz   •   oceń :  
~Anna – Kurpiowska Panna, 20:46 01-05-2019,   52%
@~Jechać wariatkę Dobry wieczór!

Ach, mój kawalerze, ranisz serce me. Jam ci tak życzliwa, tak oddana, tak miła,  a ty, niecnoto, tak mnie nie lubisz? Czemuż, ach czemuż, jesteś tak okrutny dla mnie? Ach, ty nicponiu, przez ciebie wpadnę w depresję - będziesz miał mnie na sumieniu.
Cóż, nieboga, mam uczynić, jak postąpić, abyś mnie polubił?

PiSzesz, słodki urwisie, że przeciętnej rosyjskiej rodziny nie stać na dwie pary butów w roku? A dyć, ja obywatelka bogatej, postępowej Mumii Europejskiej, chodzę już piąty rok w tech samech walonkach... Widzisz, że i w Mumii są ludzie ubodzy.

Przyjmij słodkie ucałowania od twojego Ruskiego Trolla, Anny - Kurpiowskiej Panny...
odpowiedz   •   oceń :  
~Gość, 21:00 01-05-2019,   40%
W dupie mam Unię Europejską
odpowiedz   •   oceń :  
~Anna – Kurpiowska Panna, 21:07 01-05-2019,   52%
Dobry wieczór!

To jest nas przynajmniej dwoje! Już cię lubię! Również mam Mumię Europejską w czterech literach...

Pozdrawiam...
odpowiedz   •   oceń :  
~Anna – Kurpiowska Panna, 21:17 01-05-2019,   59%
Kochani!

Koniec maja to piękna, wiosenna pogoda! Ważą się losy Polski i Europy. Tylko od nas zależy, czy Polska będzie tradycyjna, katolicka, rodzinna, konserwatywna, czy genderowa, zboczona, spederastyzowana, zalana islamskimi  "uchodźcami wojennymi"...   Proszę was - udajcie się w tym dniu na spacer i oddajcie swoje głosy na LISTĘ NR 1, na Konfederację.

Pozdrawiam...
odpowiedz   •   oceń :  
~Kleryk, 13:16 04-05-2019,   56%
@~Anna – Kurpiowska Panna Trudno sobie wyobrazić skalę debilizmu kogoś, kto w ogóle rozważa oddanie głosu na tę nazi-kloakę...
odpowiedz   •   oceń :  
~Anna – Kurpiowska Panna, 21:46 01-05-2019,   63%
Kochani!

Bogobojnie przeżyty dzień chyli się ku końcowi! Jeszcze tylko "W tyle wizji", paciorek, siusiu i... spać.
Żegnam was dzisiaj, życząc nieodmiennie gorąco, dobrej nocy, samczego snu i kolorowych snów...
Pamiętajcie: LISTA NR 1!

Pozdrawiam...
odpowiedz   •   oceń :  
~Anna – Kurpiowska Panna, 21:50 01-05-2019,   56%
Jestem już zmęczona! "Głodnemu chleb na myśli?"
Oczywiście, nie życzę wam "samczego" snu, lecz snu "smacznego"...

Pozdrawiam...Śpijcie smacznie i spokojnie... Pa... Ucałowania...
odpowiedz   •   oceń :  
~Zuzia, 22:32 01-05-2019,   46%
żenujące, że też się komuś chce tyle czasu i energii marnować na takie bezsensowne wypociny. Współczuję.
odpowiedz   •   oceń :  
~Gość, 07:35 02-05-2019,   47%
@~Zuzia Ta kobieta ma coś z głową - ciężki przypadek więc się Zuziu nie dziw. Pozdrawiam
odpowiedz   •   oceń :  
~Anna – Kurpiowska Panna, 14:45 02-05-2019,   62%
@~Zuzia Dzień dobry!

Nudzę się jak mops, droga Zuziu, i z tych nudów popełniam takie głupawe, grafomańskie teksty...

Pozdrawiam cieplusio...
odpowiedz   •   oceń :  
~Anna – Kurpiowska Panna, 14:51 02-05-2019,   64%
@~Gość Dzień doberek!

Niestety, cny młodzieńcze, masz rację. Mój przypadek nie jest, jak dotąd, znany współczesnej medycynie - jestem ewenementem.   Pochylały się nade mną najlepsze doktory, deliberowały nade mną najznamienitsze konsylia lekarskie i rozkładały ręce w geście rezygnacji i niemocy.
No cóż, życie jest okrutne - muszę z tym żyć...

Pozdrawiam ciepło... Życzę miłego popołudnia...
odpowiedz   •   oceń :  
~Gość, 09:00 02-05-2019,   64%
Wojtus się nudzi po prostu.
odpowiedz   •   oceń :  
~Anna – Kurpiowska Panna, 17:41 02-05-2019,   75%
Dzień dobry!

Nie rozumię cię. Co wspólnego, z moim wiekopomnym, godnym literackiego Nobla tekstem, ma tajemniczy Wojtuś?
Na imię mam Anna i dzięki moim drogim, niezawodnym przyjaciołom z portalu eOstrołęka przestałam się nudzić, a i wam, moje drogie huncwoty, chyba daję nieco dobrej, wysokich lotów, wysublimowanej rozrywki...

Pozdrawiam...
odpowiedz   •   oceń :  
~Gość, 22:39 02-05-2019,   93%
Po mamie masz ta łatwość pisania prawda?
odpowiedz   •   oceń :  
~Anna – Kurpiowska Panna, 07:52 03-05-2019,   89%
WITAJ MAJOWA JUTRZENKO!

Dzień dobry!

Tak. Prawda. Łatwość PiSania wyssałam z mlekiem matki...

Pozdrawiam...

odpowiedz   •   oceń :  
Serwis eOstroleka.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
Zobacz również
Kalnedarz imprez
sierpień 2020
PnWtŚrCzPtSoNd
 27  28  29  30  31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
 24 25 26 27 28 29 30
 31  1  2  3  4  5  6