Dokładnie 63 lata temu, 3 sierpnia 1963 roku, o godzinie 11:20, doszło do tragicznej katastrofy lotniczej po starcie z lotniska Wrocław-Leśnica. W wypadku śmigłowca SM-1 zginęło dwóch pilotów 11. eskadry lotnictwa łącznikowego we Wrocławiu - w tym kpt. pil. Mirosław Brzezicki, który na wieczność spoczywa na cmentarzu parafialnym w Ostrołęce.
Jak przed laty opisywał biuletyn lotniczy "Loteczki", 3 sierpnia 1963 roku był zwyczajnym dniem lotniczym w 11. eskadrze lotnictwa łącznikowego na Strachowicach. Piękna, słoneczna pogoda sprzyjała realizacji planowej tablicy lotów - ustawione na starcie samoloty Jak-12 i śmigłowce SM-1 co chwilę odrywały się od zielonej trawy lotniska.
Tego dnia w kabinie SM-1 zajęło miejsce dwóch pilotów. W fotelu ucznia zasiadł świeżo upieczony pilot śmigłowcowy por. Jan Maliszewski, który zaledwie ponad miesiąc wcześniej ukończył kurs szkolenia na śmigłowcach, po tym jak z powodów zdrowotnych musiał zakończyć latanie na odrzutowych samolotach myśliwskich.
Fotel instruktora zajął kpt. Mirosław Brzezicki - doświadczony instruktor śmigłowcowy, który do wrocławskiej eskadry przybył kilka lat wcześniej z pułku lotnictwa bombowego, gdzie latał na odrzutowych Ił-28. Jak wspominano, był spokojny, opanowany i koleżeński, zawsze mile widziany w towarzystwie kolegów.
Zaplanowany na ten dzień lot miał charakter rutynowego szkolenia - obejmował wykonanie pełnych skrętów, wiszenia na wysokości, autorotacji silnikowej oraz rozpędzenia do prędkości maksymalnej. Po przepisowej rundzie nadlotniskowej śmigłowiec skierował się do wyznaczonej strefy pilotażu, położonej kilometr na zachód od Leśnicy. Po osiągnięciu wysokości 600 metrów, z kursem pod wiatr, załoga rozpoczęła pilotaż w strefie.
Dramat obserwowany przez przypadkowego świadka
Jak relacjonował biuletyn, obecny na pobliskim polu rolnik przerwał na chwilę pracę i z zainteresowaniem obserwował manewry śmigłowca nad swoim polem. Po wykonaniu kilku zakrętów maszyna zawisła nieruchomo w powietrzu, a następnie ruszyła do lotu do przodu. Niepokój świadka wzbudził dopiero moment, gdy od szybującego śmigłowca zaczęły dolatywać metaliczne dźwięki.
Chwilę później od kadłuba śmigłowca oderwał się ogon wraz ze śmigłem ogonowym. Pozbawiona równowagi maszyna gwałtownie pochyliła się do przodu, a następnie, wykonując niekontrolowany obrót w lewo, przewróciła się na plecy i uderzyła w ziemię. Świadkowie zdarzenia natychmiast pobiegli w kierunku wraku, jednak nie byli już w stanie nikomu pomóc.
Wada fabryczna przyczyną tragedii
Jak przypomniał na Facebooku profil "Pilot Miś", według ustaleń przyczyną katastrofy mogła być wada fabryczna śmigłowca. Krótko po starcie, podczas lotu, doszło do urwania belki ogonowej maszyny, co doprowadziło do tragedii i śmierci obu znajdujących się na pokładzie pilotów.
Kpt. pil. Mirosław Brzezicki był absolwentem Oficerskiej Szkoły Lotniczej w Dęblinie z 1953 roku, pełnił funkcję dowódcy klucza 11. eskadry lotnictwa łącznikowego we Wrocławiu i posiadał pilota 2 klasy. W chwili śmierci miał 35 lat.
Por. pil. Jan Maliszewski ukończył Oficerską Szkołę Lotniczą w Radomiu w 1956 roku i był pilotem klucza samolotów łącznikowych tej samej eskadry. Miał zaledwie 30 lat.
Kpt. pil. Mirosław Brzezicki spoczął na cmentarzu parafialnym w Ostrołęce w rodzinnym grobie, natomiast por. pil. Jan Maliszewski został pochowany na cmentarzu w Jabłonnej koło Warszawy.
"Odeszli w służbie, wykonując swoje zadanie - tak jak wielu lotników, którzy na zawsze pozostali wierni swojej pasji i powołaniu" - napisano we wspomnieniu opublikowanym w 63. rocznicę tragedii. Autorzy podkreślają, że pamięć o obu pilotach jest obowiązkiem kolejnych pokoleń, a historia ich służby i poświęcenia powinna pozostać żywa wśród współczesnych lotników.




fot. eOstroleka.pl oraz Alan Wilson, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=31903608




1
9
13
23