Sąd Najwyższy przekazał sprawę karną z powrotem do Sądu Rejonowego w Pułtusku- tego samego, który kilka miesięcy wcześniej skutecznie doprowadził do jej przeniesienia do Warszawy. W tle: zarzut, że sąd wykorzystał przepisy procedury karnej, by pozbyć się skomplikowanej sprawy.
W styczniu 2025 r. do Sądu Rejonowego w Pułtusku wpłynął akt oskarżenia przeciwko mężczyźnie, oskarżonemu o paserstwo w warunkach czynu ciągłego i w stosunku do mienia znacznej wartości. Zamiast przystąpić do rozpoznania sprawy, sąd podjął starania o jej przekazanie innemu sądowi - powołując się na przepis, który pozwala przekazać sprawę ze względu na ekonomikę procesową, gdy większość świadków mieszka w pobliżu innego sądu.
Pierwsza próba nie powiodła się - Sąd Okręgowy w Ostrołęce w kwietniu 2025 r. odrzucił ten wniosek. Wtedy pułtuski sąd dopuścił dowody z zeznań świadków. To zmieniło układ: nagle większość świadków zamieszkiwała w okręgu Sądu Rejonowego dla Warszawy-Śródmieścia. Drugi wniosek o przekazanie sprawy Sąd Okręgowy w Ostrołęce w lipcu 2025 r. już uwzględnił.
Reakcja warszawskiego sądu
Sąd Rejonowy dla Warszawy-Śródmieścia przyjął sprawę, ale w listopadzie 2025 r. skierował do Sądu Najwyższego wniosek o przekazanie jej innemu sądowi równorzędnemu. W obszernym uzasadnieniu szczegółowo opisał mechanizm, który doprowadził do zmiany właściwości, i wprost nazwał go nadużyciem.
Warszawa wytknęła przy tym konkretne fakty: spośród 31 świadków dopuszczonych przez pułtuski sąd tylko czworo faktycznie zamieszkiwało w okręgu Sądu dla Warszawy-Śródmieścia. Nawet gdyby przekazać sprawę do Warszawy, inne tamtejsze sądy rejonowe miały w swoich okręgach więcej tych świadków niż sąd, do którego sprawa trafiła.
Sąd Najwyższy przyznał rację
Sąd Najwyższy podzielił tę ocenę w całości. Stwierdził, że dopuszczenie przez pułtuski sąd wnioskowanych przez obronę dowodów - jeszcze przed jakąkolwiek rozprawą i po uprzedniej nieudanej próbie przekazania sprawy - obiektywnie wygląda nie jak rzetelne planowanie postępowania dowodowego, lecz jak celowe stworzenie formalnej przesłanki do „wyłączenia się" od rozpoznania trudnej sprawy.
Sąd Najwyższy podkreślił, że powoływany przepis nie może służyć sądowi jako narzędzie do unikania spraw wymagających dużego nakładu pracy. Takie wykorzystanie tego przepisu wypacza jego sens i godzi w zaufanie do wymiaru sprawiedliwości. Przypomniał też, że jednym z fundamentalnych celów postępowania karnego jest rozstrzygnięcie sprawy w rozsądnym terminie - a tu przez kilka miesięcy nie wykonano żadnej czynności merytorycznej. SN zaznaczył wyraźnie: obowiązkiem sądu, któremu przekazano sprawę, jest niezwłoczne przystąpienie do jej rozpoznania.








1
2
9