Dziś, w dobie płacy minimalnej przekraczającej 4600 zł brutto, kwoty z 2002 roku wydają się abstrakcyjne. Jednak dwie dekady temu rzeczywistość ostrołęckiego rynku pracy była twarda: dominowało zatrudnienie „na czarno”, a kwota 1000 zł „na rękę” dla wielu była szczytem marzeń. Przypominamy archiwalną listę płac, która wówczas elektryzowała mieszkańców regionu.
Początek lat dwutysięcznych w Ostrołęce to czas szalejącego bezrobocia. Wartością samą w sobie była jakakolwiek stała praca, nawet ta bez ubezpieczenia. „Tygodnik Ostrołęcki” dotarł wtedy do danych, które pokazują ogromne rozwarstwienie społeczne – od osób walczących o przetrwanie na marginesie gospodarki, po rodzącą się klasę biznesu i wysokich urzędników.
Szara strefa i „groszowe” pensje
Najniższe dochody odnotowywali ci, którzy pracowali poza oficjalnym systemem. Sprzedawca na rynku mógł liczyć na zaledwie 200–400 zł netto. Podobne stawki dotyczyły opiekunek do dzieci (300–400 zł). Na samym dole drabiny finansowej znajdowali się zbieracze puszek z osiedli Centrum, Kwiatowe czy Stacja – ich miesięczny „urobek” zimą nie przekraczał 200 zł.
Nawet praca w handlu czy usługach, choć stabilniejsza, rzadko przekraczała barierę 700 zł. Kasjer w supermarkecie zarabiał około 600 zł, a pielęgniarka (po doliczeniu dodatku) mogła liczyć na 900 zł. Dla porównania, renta pielęgniarki, która po 22 latach pracy straciła zdrowie, wynosiła zaledwie 453 zł.
Ciekawie prezentowały się zarobki w urzędach i szkołach, zwłaszcza w kontekście ówczesnych sporów o diety radnych i pensje włodarzy.
Nauczyciel informatyki (pół etatu): 660 zł netto.
Nauczyciel mianowany w LO: 1700 zł brutto.
Sprzątaczka w urzędzie miejskim: 1200–1600 zł netto
Prezydent Ostrołęki: ponad 9000 zł brutto
Starosta ostrołęcki: 5700 zł netto
Gdzie zarabiało się najlepiej?
Na szczycie listy płac znajdowali się przedsiębiorcy i specjaliści. Prawnik w 2002 roku mógł zarobić do 10 000 zł, a właściciele dużych sieci sklepów deklarowali dochody rzędu 50–70 tys. zł.
Wysokie stawki oferowała też praca fizyczna, ale wiązała się ona z ogromnym wysiłkiem lub rozłąką. Kierowca tira jeżdżący na Zachód zarabiał od 3000 do 5000 zł. Ci, którym udało się wyjechać do Nowego Jorku, za dzień pracy przy fundamentach (na czarno) otrzymywali 89 dolarów, co przy ówczesnym kursie dolara (ok. 4 zł) dawało równowartość połowy miesięcznej pensji pielęgniarki w zaledwie jeden dzień.
Dziś te kwoty wydają się niskie, ale w 2002 roku, przy ówczesnych cenach chleba czy paliwa, stanowiły o statusie społecznym mieszkańców Ostrołęki. Lektura tej listy to nie tylko sentymentalna podróż, ale przede wszystkim dowód na to, jak ogromną drogę przeszła gospodarka przez ostatnie 23 lata.
Dane pochodzą z listy płac umieszczonej w wydaniu Tygodnika Ostrołęckiego z roku 2002.








1
2
9